Dokładnie rok temu…

…pojawił się na moim blogu pierwszy post – „Dzień chemii”. Został opublikowany w sumie jakoś w nocy, więc nie spodziewałam się fajerwerków, jeśli chodzi o ilość wejść na stronę. Okazało się zupełnie inaczej. Byłam bardzo szczęśliwa, że post został tak dobrze odebrany głównie przez moich znajomych, bo to oni byli pierwszymi, którzy otrzymali link. Zanim przejdę dalej, wrócę do początku…

W weekend 9-11.12 wybrałam się z rodzicami pociągiem do Wiednia na jarmark bożonarodzeniowy. W pociągu długo rozmawiałam z tatą o tym przez co wszyscy przechodzimy i przez co ja sama fizycznie przechodzę. Mówiliśmy o tym, że wbrew pozorom jest mało informacji w internecie, w książkach na temat wszystkich skutków ubocznych, bo po prostu często pacjenci nie chcą rozmawiać na temat choroby. Ja większość informacji uzyskałam albo od znajomych lekarzy, albo od osób, które także chorowały, a później musiałam radzić sobie sama i wypróbowywać sposoby na dolegliwości na własnej skórze. Niezbyt fajne, szczególnie, że zajęło mi to prawie połowę leczenia, żeby wiedzieć mniej więcej jak zaradzić pewnym skutkom ubocznym. Dlatego mój tata bardzo namawiał mnie, żebym podzieliła się tym wszystkim z innymi, a cóż innego wybrać jako narzędzie do tego, jak nie internet? Dlatego chwilę później na swoim Instastory (na Instagramie) poprosiłam aby zgłosił się ktoś, kto chciałby pomóc mi stworzyć bloga. Długo nie musiałam czekać i zgłosił się Maciej – wtedy mój znajomy ze szkoły, informatyk, dziś – mój przyjaciel i człowiek orkiestra tego bloga. Po powrocie z Wiednia zajęliśmy się tworzeniem bloga.

12 grudnia 2016 miałam mieć podaną chemię, niestety ze względu na podejrzenie gruźlicy została ona przełożona. Tego samego dnia wieczorem napisałam post „Dzień chemii”, chciałam wrzucić go dopiero następnego dnia rano, ale nie mogłam wytrzymać i  około 1 w nocy post ukazał się na blogu.

15 grudnia trafiłam do szpitala, mój stan bardzo się pogorszył w związku z zakażeniem i musiałam szybko mieć przeprowadzoną bronchoskopię. Wyniku nie dostaje się od razu, dlatego została mi podana cała masa antybiotyków, po których podejrzewam, moja flora bakteryjna w jelitach będzie się odbudowywała jeszcze dłuuugie lata. W szpitalu blog ogromnie mi pomógł. Pisałam bardzo dużo, czasami kilka postów na raz, ale wrzucałam je pojedynczo. Niektóre z nich były dosyć smutne, bo nie był to dla mnie najlepszy okres, ale wylewając żale na komputerze jakoś mi było lepiej. Pamiętam nawet, że po jednym poście odwiedził mnie lekarz z piętra wyżej, który jak się okazało przeczytał któryś post ze szpitala i przyszedł zapytać czy może mi w jakiś sposób pomóc – to było bardzo miłe i to było takie moje pierwsze spotkanie z czytelnikiem. 🙂 W szpitalu czułam się bardzo bezsilna i naprawdę były momenty, że bałam się zasnąć, myśląc, że mogę się nie obudzić, dlatego bardzo potrzebowałam pisania tu. Na szczęście po kilku dniach antybiotyki zaczęły działać i udało mi się jakimś cudem wyjść ze szpitala tuż przed świętami. Oczywiście dalej kolorowo nie było – chemia została wstrzymana, a ja miałam giga kwarantannę ze względu na mocno wyjałowiony organizm. Pisałam początkowo 3 posty w tygodniu, później 2, a teraz niestety jest dużo rzadziej, ze względu na bardzo dużo obowiązków.

Raczej byłam przeciwniczką niż zwolenniczką blogowania, no ale w tym przypadku nie założyłam bloga bez celu. Moim celem była i jest pomoc ludziom w takiej sytuacji w jakiej byłam ja. Moim celem jest uświadamianie zdrowych osób i osób bliskich pacjentów jak to jest. Także w związku z tym, że studiuję medycynę, chciałam też dotrzeć do osób z mojego środowiska, bo pewnych rzeczy w podręcznikach się nie znajdzie. Wszystkie cele spełniam i bardzo mnie to cieszy. Dostaję mnóstwo wiadomości od Was cały czas, niezależnie od tego, czy jest post nowy na blogu czy nie, codziennie do mojej grupy wsparcia na Facebooku dołącza kilka nowych osób, a kiedy ktoś ma jakiś problem i pisze o tym na tej grupie i widzę ile osób angażuje się, żeby takiej osobie pomóc, wesprzeć, to po prostu uśmiech sam się na twarz pakuje. Na Facebook’u obserwuje mnie ponad 10 tysięcy osób. Na Instagramie ponad 15 tysięcy. Jest to dla mnie ogromna ilość obserwatorów, a co najważniejsze, ogromna ilość wsparcia.

Zakończyłam leczenie, ale pozostały jeszcze rany po nim, szczególnie na psychice. Fizycznie jest naprawdę super, ale psychicznie jest mi nadal ciężko – dlatego też bardzo dużo czasu spędzam na nauce – potrzebuję dużo więcej czasu do przyswojenia danej ilości materiału niż kiedyś, bo po prostu bardzo ciężko jest u mnie z koncentracją, a do tego odzwyczaiłam się po prostu od nauki. Do tego każde badanie, każde skojarzenie z chorobą kończy się dla mnie ogromnym stresem, już nie wspomnę o jakimś kłuciu w klatce piersiowej, bo wtedy to w ogóle szaleję i myślę o najgorszym. Mimo tych rzeczy staram się odciągać swoją uwagę właśnie nauką, spacerami, czy po prostu czytając książkę.

W ciągu tego roku otrzymałam od Was ogromną dawkę wsparcia, cała masa pozytywnych wiadomości, miłych słów – no jak tu nie mieć dobrego podejścia?! 🙂

Fakt, że zakończyłam leczenie nie oznacza oczywiście, że przestanę pisać. Chcę kontynuować pisanie tu, bo życie po chorobie też nie jest łatwe, borykam się z wieloma problemami, na które nadal szukam sposobów. Oczywiście jak je znajdę to wszystko tu opiszę. 😉 Mam nadzieję tylko, że wybaczycie mi tak rzadkie pisanie nowych postów (na wiadomości odpowiadam raczej na bieżąco, więc w razie pytań piszcie śmiało) – 3 rok na studiach jest dla mnie bardzo ciężki, a ponieważ nie lubię mieć zaległości, to staram się uczyć systematycznie i niestety czasu na inne rzeczy poza obowiązkami często mi brakuje.

Dziękuję Wam za ten rok i mam nadzieję, że zostaniecie tu ze mną na kolejne lata.

Jak zwykle – jeśli macie jakieś pomysły na posty – śmiało piszcie – piszę je dla Was, dlatego chciałabym, żebyście dowiedzieli się ode mnie jak najwięcej!

3 myśli na temat “Dokładnie rok temu…”

  1. Cieszę się,że zdecydowałas się podzielić swoimi doświadczeniami i informacjami na blogu;)Nie ukrywam,że dla mnie to było idealne źródło informacji.Dzieki Twoim postom,wiedziałam czego mogę się spodziewać,jak sobie radzić ze skutkami ubocznymi chemii,czy nawet o co mam pytać lekarza(chorowalam na to samo co Ty) a nie zawsze jest tak,ze lekarz sam od siebie przekaże Ci potrzebne informacje jeśli o to sama nie zapytasz..Co tu dużo pisać.Było mi dzieki temu łatwiej;) Dziękuję😉 Oczywiście dalej będę czytać Bloga.
    Trzymaj się i powodzenia w nauce;)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bardzo fajny wpis, taki szczery. Cieszę się ogromnie, że czujesz się w miarę dobrze. Myślę, że nawet jak nachodzą Cię jakieś czarne myśli, to Taco szybko je odgania;) Trzymaj się cieplutko! ❤

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s