Jak poradziłam sobie z życiem po chorobie?

Skończyłam leczenie w połowie czerwca więc właściwie mój „staż” życia po chorobie jest bardzo krótki, jednak już w tym czasie zdążyło się wiele wydarzyć.

Kiedy skończyłam radioterapię, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Przez ostatni rok żyłam od chemii do chemii, od radioterapii do radioterapii, cały czas miałam jakieś (niezbyt przyjemne) zajęcie, coś po prostu się działo. Skończyło się leczenie i nagle… pustka. Nie dość, że wszystko kojarzyło mi się z chemioterapią – mój pokój, dom, miejsca, które odwiedzałam w tym czasie, to jeszcze po prostu nie miałam nic konkretnego do roboty. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem osobą, która jak nie ma urwania głowy, to nie jest w stanie się zorganizować. Oczywiście nie mogłam sobie pozwolić na wszystkie czynności jakie chciałam – na początku moja kondycja pozostawiała wiele do życzenia, więc musiałam dawkować każdy rodzaj wysiłku fizycznego. Zaczęłam po prostu od spacerów i… robienia sobie posiłków. Potem coraz dłuższe spacery i już kondycja powoli się polepszała. Nadal nie ma fajerwerków, ale wiem, że do tego trzeba czasu i muszę być cierpliwa.

Jednak słaba kondycja nie była jedynym problemem. Większym problemem była psychika. Borykałam się z chemobrain’em, z zapachami i smakami kojarzącymi mi się negatywnie, nie wiedziałam jak wrócić do normy. Przez jakiś czas spędzałam dni na leżeniu w łóżku, patrzeniu w sufit, ewentualnie oglądaniu filmów. Rozmawiałam z onkologami i każdy powiedział mi, że to zupełnie normalnie. Czułam się fatalnie i okazało się, że to się bardzo często zdarza, że nawet gorzej znosi się czas PO leczeniu niż w trakcie (psychicznie). Musiałam coś z tym zrobić. Wiedziałam, że coś, co postawi mnie na nogi, to studia. Niestety do października było jeszcze daleko ale znalazłam inne rozwiązanie. Na szczęście w trakcie miesiąca, który spędziłam na 3 roku studiów, zdążyłam zaliczyć jeden z przedmiotów, co oznaczało, że pozostało mi tylko zdać egzamin. Dzięki uprzejmości władz uczelni oraz kierownika zakładu, mogłam we wrześniu podejść do tego egzaminu. W sierpniu zaczęłam zakuwać, a we wrześniu zdałam egzamin – stąd też moja nieobecność tu. Oczywiście po drodze nie obyło się bez problemów – prawie rok bez nauki dał się we znaki. Na początku nie byłam w stanie się skoncentrować, wszystko wylatywało mi z głowy i zanim coś zapamiętałam, musiałam 5 razy przeczytać jeden akapit. To wprawiło mnie znowu w zły humor, było mi przykro, że własny organizm się mnie nie słuchał, jednak stwierdziłam, że nie dam tak łatwo za wygraną. Siedziałam nad książkami i czytałam kilka razy to samo, aż w końcu się udało, zaczęłam wszystko zapamiętywać bez większych problemów. Nauka do egzaminu zajęła mi więcej niż zwykle, ale wszystko zakończyło się sukcesem. Okazuje się, że moja pierwsza w życiu „kampania wrześniowa” doprowadziła mnie do porządku.

Jak widzicie, poza dobrym samopoczuciem fizycznym bardzo ważne jest dobre samopoczucie psychiczne – tu apel do bliskich osób po leczeniu onkologicznym, bo często ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak ważna jest psychika.

Celem tego posta nie było namówienie Was na kampanię wrześniową, haha, bo to nie jest zbyt fajne uczucie, tak w normalnych warunkach, bez choroby, bo cały czas siedzi z tyłu głowy, że coś jest niedokończone i może to zaburzyć wakacyjny spokój. Chodzi tu bardziej o to, żebyście nie bali się wrócić do pracy, szkoły, na uczelnię, czy po prostu do zajęć sprzed choroby. Na początku może być trochę ciężko, bo leczenie onkologiczne się ciągnie i można się odzwyczaić od wielu rzeczy, ale uwierzcie mi, że warto – poczujecie się po prostu… zdrowi.

Może odbierzecie tego posta jako coś zupełnie oczywistego, ale po sobie i po rozmowach z Wami widzę, że w sytuacji choroby nie ma nic oczywistego.

Kochani, w związku z rozpoczynającym się niedługo rokiem akademickim, muszę Was poinformować, że będę tu rzadko. Nauka jest dla mnie aktualnie najważniejsza, muszę skupić się głównie na tym. Oczywiście będę tu wracać, jednak nie chcę też pisać byle jakich postów, dlatego proszę Was o cierpliwość, moje leczenie się zakończyło, ale wiem jak wiele daje Wam mój blog, mimo tego, że to tylko słowa, dlatego chcę kontynuować pisanie tu, ale przemyślane. Mam nadzieję, że mi wybaczycie wiele nieobecności. Oczywiście na maile i wiadomości odpisuję, więc śmiało możecie pisać – z pytaniami, sugestiami, czy po prostu jeśli macie potrzebę się wygadać.

Miłego dnia!

2 thoughts on “Jak poradziłam sobie z życiem po chorobie?”

  1. Kochana życzę Ci samych sukcesów na studiach, mam nadzieję, że wkrótce wspomnienia choroby staną się bardzo odległe. Napisz nam, proszę, raz na jakiś czy u Ciebie wszystko w porządku. Ściskam mocno i wysyłam mnóstwo pozytywnej enrgii XXX
    Wiola

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s