Nowotwór – temat tabu

Jeszcze kilkanaście lat temu nie było tak głośno o nowotworach. Ta choroba była jeszcze bardziej odległa od nas wszystkich niż teraz. Jako dziecko nie pamiętam spotykania na ulicy osób w chustkach, czy w maseczkach. Być może to przez to, że mieszkam w małej miejscowości, ale właśnie tak tu było – każdą chorobę się ukrywało, czy to nowotwór, czy to nawet jakaś niepełnosprawność. Czasy na szczęście się zmieniły i świadomość ludzi się zwiększa, tak właśnie powinno być.

Praktycznie do momentu założenia bloga o mojej chorobie wiedzieli tylko bliscy znajomi i rodzina, ludzie w moim mieście prawdopodobnie też wiedzieli, ale na pewno nie bezpośrednio ode mnie. Nie żałuję, że trochę próbowałam to zataić, ale powiem Wam szczerze, że kiedy założyłam bloga, kiedy zaczęłam się tym wszystkim dzielić, ulżyło mi. Wiele osób ukrywa chorobę przed światem, bo nie chcą współczucia, czy może nie chcą z siebie robić ofiary. Ja to doskonale rozumiem, sama nie lubiłam zakrywać się chorobą i nawet w momentach kiedy czułam się fatalnie, nie używałam choroby jako wymówki, po pewnym czasie stwierdziłam że już dość robienia z siebie bohatera. Przeżyłam piekło i miałam prawo do chwil słabości, gorszego samopoczucia fizycznego i stwierdziłam, że nie będę już dłużej się ukrywać.

Od tamtej pory z podniesioną głową mówię o tym co mnie boli, o tym co przeszłam, nowotwór nie jest dla mnie słowem, który unikam, nie jest to też temat, który powoduje jakąś traumę. Nie jestem wdzięczna za chorobę, broń Boże, ale jestem wdzięczna za to, jak mnie choroba zmieniła – dostałam od życia drugą szansę i nie mam zamiaru jej zmarnować.

Choroba to nie jest żaden wstyd, mamy XXI wiek, jeszcze kilkaset lat temu faktycznie ludzie uważali, że nowotwór dotyka osoby grzeszące, ale obudźmy się, to już nie te czasy. Dlatego nie bójmy się o tym otwarcie mówić. Sprawmy, żeby ludzie nie bali się też pytać. Na szczęście coraz więcej osób chodzi bez peruk, mówi bez przeszkód o nowotworze. Dlatego naprawdę, po co się ukrywać? Może akurat kiedy jakaś osoba się dowie, to pomoże, może się okaże, że ktoś ze znajomych przechodził przez to samo. Nigdy nie wiadomo, na pewno nikt błotem nie obrzuci, kiedy powiesz, że chorujesz. Ja dzięki temu blogowi, dzięki temu, że dzielę się z Wami moim doświadczeniem poznałam całą masę niesamowitych ludzi, którzy są właśnie moimi czytelnikami. Wiele z tych osób mi pomogło, dlatego zachęcam Was wszystkich do dzielenia się swoimi historiami. Dzięki czytelnikom wiedziałam co mnie czeka na radioterapii chociażby, czytałam Wasze niesamowite, wzruszające historie, które niesamowicie podnoszą na duchu.

Ludzie nadal mają dziwne wyobrażenie o chorujących na nowotwory, że to osoby słabe, smutne – wręcz przeciwnie, to najsilniejsze osoby na świecie, oczywiście zdarzało się, że spotykałam przygnębione osoby w szpitalu, ale to były naprawdę pojedyncze przypadki, każdy z nas ma prawo do chwili słabości, podkreślam – chwili.

Ludzie boją się poruszać ten temat, a może właśnie powinniśmy częściej na ten temat rozmawiać z innymi, może to zwiększy świadomość społeczeństwa, może to sprawi, że ktoś akurat pójdzie się zbadać, nic nie dzieje się bez przyczyny. Dlatego zachęcam Was, żebyście nie ukrywali tego, co przeszliście, czy co przechodzicie, może to też dla Was będzie forma terapii?

Nowotwór to nie jest powodem do wstydu, nie boję się tego tematu, nie boję się go poruszać przy znajomych, czy nawet przy ludziach których dopiero co poznałam, nie boję się nowotworu, nie bałam się nigdy – to tylko przeszkoda, którą trzeba pokonać, to on jest intruzem w naszym ciele, ciele, nad którym my mamy władzę, myślę, że przez ukrywanie choroby możemy sprawiać wrażenie, jakbyśmy się go bali, ale przecież się nie boimy, prawda?

12 thoughts on “Nowotwór – temat tabu”

  1. Mając 18 lat zaczęłam bywać u endokrynologów. Pojawiły sie jakieś guzki. Pierwsza biopsja- podejrzenie o nowotwór, druga- poprzednia to fałszywy alarm. Rok pózniej kolejna biopsja- podejrzenie o nowotwór, czwarta- cos sie dzieje, zabieg. I czekanie na wynik histopatologiczny. Lekarz do którego trafiłam wytlumaczyl to na tyle żebym zrozumiała. Uspokoił i szczerze mówiąc nie zagłebialam sie co to za piorunstwo, jakie sa statystyki. Jak zaczynałam cos czytać to i tak nic z tego nie rozumiałam wiec odpuściłam i czekałam dalej. Na szczęście okazało sie ze to nic złego 🙂 chociaż leki bede musiała brać cały czas i raz w roku kontrola. I nigdy nie bałam sie o tym mowić, jeśli ktos pytał to potrafiłam i dalej potrafię o tym mowić ale.. no właśnie nie potrafię powiedzieć ze to było podejrzenie o NOWOTWÓR. Zawsze mowie ze miałam zle wyniki a to słowo nie moze mi przejść przez gardło.
    Pozdrawiam serdecznie i duzo sily życzę 😉
    Ps. A po pol roku od zabiegu zaszłam w ciąże gdzie straszono mnie ze przy szalejącej tarczycy to duży problem wiec tego tez sie okropnie bałam. A teraz z moim 4,5 latkiem oglądamy Gdzie jest Nemo 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. U mnie była kiedyś taka sytuacja- miałam problemy z uszami od 2 lat. Ciągłe zapalenia, pogarszający się słuch. Rok temu miałam operacje i w uchu środkowym znaleziono niewiadomego pochodzenia guzek – pobrano wycinek do badania histopatologicznego , laryngolog powiedział, że nie jest pewien czy ta zmiana jest groźna. Czekałam dość długo na wynik – ta niewiedza była najgorsza. Jakoś to ukrywalam przed innymi, nie chciałam dopuścić do siebie tej najgorszej myśli. Na szczęście zmiana nie była na tyle groźna i została wycięta w całości 🙂 ryzyko nawrotu jest , w sierpniu mam kolejną operacje i mam nadzieje , że żaden ”gość” się nie pojawi ponownie

    Polubione przez 1 osoba

  3. Sama w wieku 16 lat miałam guza w piersi. Co prawda zmiana była łagodna, została wycięta. Dziś w wieku 22 lat ponownie mam zmianę w tej samej piersi. Onkolog zlecił tylko USG i kontrolę co pół roku. Niby nic, ale jednak zawsze z tyłu głowy sobie myślę, że takie niezłośliwe zmiany też mogą sie uzłośiwić… Wszystkie koleżanki gorąco przekonuję o konieczności odwiedzania ginekologa oraz o samobadaniu piersi. Może dzięki mnie ktoś szybciej wykryje u siebie zmiany. Kobietki, BADAJMY SIĘ 🤗 Nie ma co się wypierać i myśleć „mnie to nie spotka”, bo nigdy nie wiadomo. Buziole Claudia 😘

    Polubione przez 1 osoba

  4. Doskonale Cię rozumiem. Bardzo dobry wpis. Mam 24 lata, w na wiosnę stwierdzono u mnie guza mózgu. Od tamtej pory tylko rodzina, przyjaciele moich rodziców (rodzice chyba potrzebowali się komuś wygadać o mojej sytuacji) i tylko moje 4 najbliższe koleżanki wiedziały, że mam guza. Bałam się tego, jak ludzie zareagują, że pojawią się plotki u mnie na roku i będą mnie inaczej traktować. 2,5 tygodnia po operacji dochodzę do siebie i dojrzewam do tego, żeby się przyznać większej ilości osób. tym bardziej, że mam bliznę, wygolone część włosów i przecież jak mnie o to ktoś zapyta, to nie będę kłamać 😛 Czuję potrzebę wygadania, zbyt długo milczałam.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Czasy i podejście nas, chorujących na poważne choroby się zmieniło. Gdy moja mama zachorowała na raka piersi nikomu o tym nie mówiła. Wiedział jej mąż i jej córki. Gdy ktoś z dalszej rodziny próbował na temat jej choroby czegoś się dowiedzieć, to zaprzeczała, że wmawiają jej chorobę.
    Gdy 5 lat temu u mnie zdiagnozowana mięsaka, opowiadałam wszem i wobec, jako przestrogę, na co zwracać uwagę.
    Rak to nie wyrok śmierci, choć bywa ciężko.
    Dzięki temu, że zachorowałam jestem innym człowiekiem. Jestem bardziej otwarta, ciekawa wszystkiego co nowe. Do czasu choroby byłam typem kanapowca. Kawka, czekolada, papierosek i oczywiście kanapa.
    Teraz oprócz czekolady wszystko jest inne. A przede wszystkim jestem cały czas w ruchu. Jazda na rowerze, zajęcia w klubie fitnes, chodzenie z kijami. Doba jest dla mnie za krótka. No i kanapa rzadko jest używana.
    Pozdrawiam i życzę zdrowia

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ja niestety kilka dni temu wyczulam u siebie guzek pod pachą, do tego mam dziwna brązowa kreskę na znamieniu, mam nadzieję, że wszystko jeszcze będzie dobrze, a co do posta – zgadzam sie. Ludzie walczący ze wszelkimi poważnymi chorobami to najsilniejsi ludzie na świecie. Podziwiam ich za te wiarę, że dadzą radę, za odwagę, by wierzyć i planować. Podziwiam ich, nawet gdy tej wiary nie mają, choć mogę sobie tylko póki co wyobrażać, co czują. Nigdy nie powinni się ukrywać i wstydzić swojej choroby, przecież sami o nia nie prosili. Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Witam. W lutym tego roku okazało się że w mojej piersi jest guz złośliwy. Złośliwy jest na tyle że zaatakował węzły chłonne, wątrobę, płuca i kości. Na dodatek samotnie wychowuję dwóch synów. Chcę powiedzieć,że pomimo mojej sytuacji uśmiecham się codziennie. Nigdy nie ukrywałam swojej choroby. Nie noszę peruki (bo jakoś nie mogę się przekonać), chodzę w chustce, więc od razu widać, że jestem chora. Nie chodzi mi absolutnie o wzbudzanie litości, której zresztą nie znoszę, lecz nie rozumiem czego miałabym się wstydzić. Niejednokrotnie widzę i czuję na plecach spojrzenia ludzi, czasami wręcz wgapiają się jakby zobaczyli istotę z innej planety. Nie rusza mnie to, niech patrzą, ciekawe co wypatrzą:):) Cała moja rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi wiedzą że jestem chora. Myślę że tak jest łatwiej dla mnie i dla nich, bez domysłów i unikania trudnych tematów. W pewnym sensie choroba to dar, który trzeba dobrze zrozumieć. Mnie ta sytuacja zmieniła bardzo, mam nadzieję że na lepsze. Póki co walczę każdego dnia z uśmiechem na ustach, nawet gdy jest bardzo ciężko. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  8. Witam od lutego 2014 walczę z rakiem jajnika, 3 bardzo ciężkie operacje i cztery serie chemioterapii, okazuje się ze powtórnie ominięto mi ognisko . Włosy straciła 4 razy, pierwsze lato męczyła się w peruce bo co ludzie powiedzą ? drugi raz w upały zaczęłam chodzić w chustce, turbanie, ludzie patrzyli na mnie jedni z miną co Ty kobieto robisz na ulic? do łóżka leżeć i czekać… inni ze zrozumieniem i uśmiechem inni ze współczuciem. Obecnie już czwarty raz chodzę w chustkach i mam gdzieś jak na mnie patrzą, chociaż widzę te spojrzenia to uśmiecham się. Uważam że nadal bardzo mało się uświadamia ludzi że my pacjenci onkologiczni mimo ciężkiej i nierównej walce z rakiem mamy prawo i możemy funkcjonować normalnie, ze mamy prawo do radości do chodzenia po ulicach bez względu na to czy mamy włosy czy nie. Życzę dużo zdrówka , siły i spełniaj marzenia czyli żyj na całej petardzie. Pozdrawiam ❤

    Polubienie

    1. W 100% zgadzam się z tym, ze mało uświadamia sie ludzi o tym ze można normalnie funkcjonować w chorobie, dlatego właśnie nie możemy się chować w łóżku i pokazać wszystkim, że choroba nie oznacza czterech ścian szpitala 🙂
      Dużo zdrowia i siły ❤️❤️

      Polubienie

  9. Od miesiąca mam diagnozę rak piersi.Jutro idę do Instytutu na oddział zaczynam walkę z tym nieproszonym gościem .Mam metlik w głowie wie już sporo osób ale nie wszyscy moi znajomi .Jeszcze nie potrafię tak oficjalnie powiedzieć ale to są już tylko dni jak się dowiedzą .Nie ukrywam że się boję a w momencie jak odebrałam wynik wpadłam w panikę ,płakałam dwa tygodnie miałam i mam duże wsparcie to bardzo pomaga jak tylko pojawiają się łzy stawiają mnie do pionu nie ma taryfy ulgowej.Uczę się nowej sytuacji zaczynam się z nią utożsamiać bo ciągle jakby była obok .Wiem że to zależy tylko odemnie i moich myśli .Wiem że myśli kreują moja rzeczywistość jednak jest to trudne .Czy ja przestanę się bać ???Mniej już tego strachu i łez i bardzo się staram .Jak ujarzmić te myśli jak odpadają uczę się dopiero tej sytuacji .Dziękuję że tutaj trafiłam bo czuje ze nie jestem sama pomimo że mam ogromne wsparcie bliskich i dalszych znajomych .Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Joanno, to zupełnie normalne, na początku to spada jak grom z jasnego nieba, chwilę zajmie zanim sytuacja się uspokoi. Strach towarzyszy nam cały czas, czy to w trakcie choroby czy po leczeniu, zawsze podświadomie nawet będzie ten niepokój, ale nie możemy dać się zawładnąć. To nowotwór jest intruzem w naszym organizmie, a nie na odwrót. Podejście psychiczne to naprawdę połowa sukcesu, jak nie więcej. Nie bój się mówić głośno o swoich obawach, masz prawo do chwili słabości, ale to musi być CHWILA, potem podnieś głowę do góry i walcz dzielnie. Dasz radę, nie jesteś sama. Zdrówka ❤️

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s