Uaktualnienie informacji o mnie i porcie naczyniowym ;)

Cześć! Dawno nie pisałam co u mnie! Jestem w trakcie radioterapii, przede mną jeszcze 9 naświetlań, planowo 12.06 mam ostatnie napromienianie.

Radioterapię znoszę bardzo dobrze – nie mam żadnych skutków ubocznych, poza lekkim swędzeniem skóry w miejscu napromieniania i zmęczenia fizycznego. Pojawiło się u mnie też dziwne kołatanie serca, ale nie wiadomo z jakiego powodu, póki co w związku z tym biorę magnez i zobaczymy jak pójdzie dalej.

Oczywiście o skutkach ubocznych radioterapii napiszę oddzielnego posta, ale dopiero jak zakończę swoje naświetlania, dlaczego dopiero wtedy – dowiecie się dopiero kiedy przeczytacie tego przyszłego posta. 🙂

Poza tym jak może pamiętacie – mam port naczyniowy. Czas na małe uaktualnienie wiadomości na jego temat, a jeśli nie wiecie o czym piszę, zapraszam Was do zapoznania się z postem o porcie naczyniowym, zanim przejdziecie dalej.

Port nie został mi usunięty po chemioterapii – mam go mieć przynajmniej jeszcze przez rok. Zostawiony on został „w razie czego”. Zapewnia bardzo łatwy i szybki dostęp do żyły, dlatego w razie jakiegoś nawrotu, czy innego cholerstwa – można szybko wkroczyć do akcji (a takie rzeczy zdążają się najczęściej właśnie w ciągu roku od zakończenia chemii). To nie jest wenflon i nie można portu zmieniać jak skarpetek, dlatego raczej nie zaleca się wyciągania go jak tylko skończy się chemię.

Oczywiście port nie może być zostawiony sam sobie. W poście na jego temat mogliście przeczytać, że port MUSI być co jakiś czas przepłukiwany solą fizjologiczną co 6-7 tygodni (pogłoski mówią, że co 4-6, ale to nieprawda, chyba, że ma się jakieś ryzyko zakrzepicy albo coś się niepokojącego dzieje). Przepłukiwanie odbywa się w szpitalu lub w przychodniach onkologicznych – nie ma problemu, żebyście przepłukali port w miejscu zamieszkania, o ile jest przychodnia onkologiczna.

W Centrum Onkologii w Warszawie odbywa się to tak, że idzie się do lekarza w przychodni (może być to lekarz prowadzący), który wypisuje skierowanie na płukanie portu. Następnie idzie się do gabinetu, w którym ten port przepłukują. Daje się skierowanie, Pani pielęgniarka wpisuje w taką książeczkę datę płukania i zabiera się do pracy.

Na jałowym podkładzie wykłada wszystkie potrzebne do płukania rzeczy – jałowe gaziki (które potem polewa środkiem dezynfekującym),  jałowy opatrunek (jak do przyczepiania wenflonu), igłę Hubera oraz 4 (albo 5, teraz nie pamiętam Haha) strzykawek wypełnionych solą fizjologiczną, następnie zakłada jałowe rękawiczki. Port i miejsce wokół portu dezynfekuje gazikami, a następnie wbija igłę w komorę portu. Do igły przyłączona jest strzykawka z solą fizjologiczną – wstrzykuje odrobinę, a następnie aspiruje (pociąga za tłok), żeby sprawdzić, czy jest przepływ w obie strony. Jeśli jest – krew powinna pojawić się w strzykawce. Następnie odłącza strzykawkę i przyłącza kolejną, wstrzykując zawartość. Następnie wstrzykując ostatnią „dawkę” soli fizjologicznej wyciąga igłę, przykleja plaster i jesteśmy gotowi do wyjścia. Trwa to dosłownie 5 minutek. Nie należy to do najprzyjemniejszych rzeczy pod słońcem, bo zazwyczaj skóra przy porcie jest zbliznowacała po wielu wkłuciach więc skóra w tym miejscu jest dosyć twarda, dlatego ukłucie może trochę zaboleć.

W dniu płukania portu NIE WOLNO pływać na basenie czy w jeziorze – dużo bakterii i za duże ryzyko zakażenia. Poza tym w ręce, po stronie portu nie można dźwigać nic powyżej 3kg, a także nie powinno się wykonywać tą ręką czynności typu wieszanie firanek, czy mycie okien. Po prostu tę rękę należy oszczędzać.

Na samym płukaniu portu dbanie o niego się nie kończy. Musimy też obserwować skórę wokół niego. Jeśli jest mocno (ale tak serio mocno mocno) zaczerwieniona, lub zasiniona, należy szybko zgłosić się do szpitala – zakażenie portu to bardzo niebezpieczna sprawa, dlatego ważne jest, żeby szybko zareagować.

Śmiało pytajcie się pielęgniarek przepłukujacych porty jeśli macie jakieś wątpliwości. Są tak super przeszkolone, że pewnie i tak wszystko Wam powiedzą i pytań nie będziecie mieli. 🙂

Już miałam kończyć pisanie posta, ale zapomniałam, że może nie wszyscy tu śledzicie mnie na Instagramie. Mam nowego przyjaciela – sznaucerka miniaturkę, ma na imię Taco i ma 3 miesiące. Pani doktor prowadząca, powiedziała, że świetnie, że sobie psa kupiłam, bo chociaż tyłek na spacer ruszę!

Miłej środy!

4 myśli na temat “Uaktualnienie informacji o mnie i porcie naczyniowym ;)”

  1. Dzięki za szczegółowe informacje na temat postępowania z portem po zakończonym leczeniu. Ja swój mam dopiero od trzech tygodni, ale dobrze widzieć co potem. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Hej:) Cieszę się bardzo, że dobrze przechodzisz radioterapię. Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i pomimo iż jesteśmy zupełnie obcymi osobami, to jesteś w moich myślach i sercu. Często tu zaglądam, aby dowiedzieć się jak się czujesz, czy wszystko w porządku. Piszę to, gdyż myślę, że będzie ci miło wiedząc, że masz mnóstwo wirtualnych przyjaciół, którzy bardzo ci kibicują w twojej walce o zdrowie i wysyłają ci mnóstwo pozytywnej energii ( a tej nigdy za mało). Serdecznie Cię pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  3. Dziękuję za szczegółowy opis konserwacji portu i informację ze mogę to zrobić w moim mieście w poradni onkologicznej. Mieszkam w Bolesławcu a chemioterapię przechodzę w Lubinie. Teraz mam mieć TK i przerwę w terapii na nieokreślony czas.. Życzę Ci udanej walki, jesteś młoda i śliczna!!!!!!!!!!!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s