Dzień radioterapii

Jeszcze niecałe pół roku temu napisałam pierwszego posta – „Dzień chemii”. Nie sądziłam, że będzie kolejna część z tego cyklu, no ale jednak doszło do radioterapii, więc dziś opiszę Wam jak wygląda dzień radioterapii.

Po symulacji radioterapii Wasz radioterapeuta powinien Wam powiedzieć kiedy i gdzie macie się stawić. U mnie wyglądało to tak, że po symulacji pani doktor podała mi datę i godzinę na którą mam się zjawić przy żółwiach (czyli przy zakładzie radioterapii CO w Warszawie).

W dniu pierwszej radioterapii spotkałam się z panią doktor, poinformowała mnie o skutkach ubocznych i zaleciła stosowanie kremów i witaminy A+E.

Po spotkaniu, pani doktor zaniosła moją kartę z rozpisanym planem radioterapii do miejsca w którym znajduje się aparat do radioterapii, w moim przypadku nazywa się to CLINAC V1 (to nazwa sprzętu, którym robione jest napromienianie) i takiej nazwy będę używać dalej w poście i w kolejnych postach. Takich miejsc w centrum onkologii jest kilka. Potem dostaje się karteczkę, z którą należy pójść do rejestracji, w rejestracji coś na niej piszą i trzeba zanieść ją z powrotem do swojego „Clinaca” (być może w każdym Centrum Onkologii może to się nazywać inaczej, w końcu to zależy od nazwy sprzętu 😉 ), a następnie czekać na wywołanie.

Na kolejnych radioterapiach wygląda to w ten sposób, że po prostu przychodzi się do zakładu radioterapii i rejestruje się. W CO w Warszawie do rejestracji służy taka maszyna, do której przykłada się po prostu swój identyfikator (który dostajemy podczas symulacji) i przez to „dajemy znać”, że jesteśmy na miejscu. Potem czekamy na swoją kolej.

Technik wywołuje nazwiskami. Kiedy nadejdzie nasza kolej, najpierw technicy upewniają się, że Ty to Ty, haha. Następnie przechodzi się do pomieszczenia w którym znajduje się aparat. Są tam też takie małe kabinki, w których można się rozebrać. Po zdjęciu ciuszków (od pasa w górę, od pasa w dół, zależy co macie naświetlane), idziemy do aparatu. Jak dla mnie to to wygląda trochę jak taki wielki ekspres do kawy, haha. Kładziemy się na „łóżku” i technicy wsuwają nas pod aparat. Następnie włączane są lasery, które ułatwiają technikom ułożenie ciała pacjenta dokładnie tak, jak było zaplanowane – naprowadzają też ich tatuaże, o których pisałam w poście o symulacji. Czasami idzie to szybko, czasami długo, zależy od tego co jest naświetlane, ile itp., w moim przypadku poszło bardzo szybko. Następnie technicy wychodzą z pomieszczenia i zaczyna się naświetlanie. W przypadku niektórych nowotworów, np. płuc czy piersi w czasie napromieniania pacjent może dostać sygnał, aby wziąć wdech i nie oddychać przez chwilkę – ma to na celu ochronę serca, który jest narządem krytycznym i znajduje się w polu napromieniania. Samo napromieniania wygląda mniej więcej w ten sposób:

W filmiku naświetlany jest guz mózgu i jak widzicie, pacjent ma na sobie maskę, o której też pisałam w poście o symulacji. 🙂

Maszyna nie chodzi bardzo głośno no i samo napromienianie trwa dosyć krótko – u mnie 15 minut łącznie z układaniem ciała. Napromienianie nie boli, nie jest nieprzyjemne, no i tak jak pisałam – krótko trwa. Potem można się ubrać i wychodząc należy się umówić na następny dzień na konkretną godzinkę, na którą mamy się zjawić – są to godziny od wczesnoporannych do baaardzo późnych, bo widziałam, że można się nawet na 23 umówić. Następnego dnia odbywamy taki sam proces. 😉

Co tydzień spotykamy się z radioterapeutą. W centrum onkologii wygląda to w ten sposób, że po/przed radioterapią któregoś dnia, prosi się w „Clinacu” o swoją kartę i z nią wędrujemy do miejsca, w którym przyjmuje lekarz (blok A, przychodnia na 2 piętrze). Lekarz przegląda kartę, sprawdza czy nie ma pomyłek i czy wszystko jest w porządku. Może też dać skierowanie na badanie krwi – radioterapia ma wpływ m.in. na białe krwinki, dlatego ważna jest ich kontrola.

Tak wygląda cały dzień radioterapii. Po napromienianiu można wrócić do normalnych zajęć, może nam doskwierać senność, dlatego zawsze przyda się drzemka. 😉

A jak w Waszych ośrodkach wygląda radioterapia?

6 thoughts on “Dzień radioterapii”

  1. Claudia, skąd masz informacje ze wstrzymanie na wdechu lub wydechu ma na celu ochronę serca? Nie naskakuje na ciebie Broń Boże. Po prostu mnie uczono, ze należy wykonać wdech bądź wydech po to aby miejsce napromieniania (guz, jego margines) było ustawione w odpowiednim miejscu podczas padania wiązki promienia. To jest bardzo istotne ze względu na to ze każda wiązka nie pada przypadkowo a jest doskonale zaplanowana. Np podczas wdechu klatka unosi się powiedzmy o 2cm i wtedy guz nie jest już w tym samym położeniu co na wydechu. Wiązka by go ominęła lub nie padła w wyznaczone miejsce. Jeśli się mylę to przepraszam za wprowadzenie w błąd. Może nauczyłam się w tym momencie czegoś czego nie wiedziałam. Nie sadze żeby dodanie tego komentarza było konieczne. Pisze tu tylko dlatego ze na e-mail ostatnio nie mogę się odpukać 😂 Pozdrawiam cię serdecznie ❤️

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak tak, to o czym piszesz to na pewno tak jest, o ochronie serca słyszałam po prostu od pacjentki, której lekarz tak powiedział. Ma to w sumie trochę sens bo przy wdechu serce jest trochę bardziej „przykryte” płucami. Ale teraz to już nie jestem pewna, Haha. Zorientuje się w sytuacji i jak coś to poprawię w poście. Dzięki za ten komentarz! Buziaki ❤

      Polubienie

  2. ja niestety źle przechodziłam radioterapię. Miałam własnie taką maskę jak na zdjęciu i szczerze powiem, że mnie baaardzo bolało… leżenie ma tym twardym łóżku 40 minut to duży dyskomfort. Głowa była przymocowana ta maską do łóżka i do własnie najbardziej przeszkadzało 😦 Jutro znowu na Komisję OUN i wtedy dowiem się czy kolejne naświetlania czy też operacją. Już wiem, że na operację się nie zgodzę.. za bardzo się boję i za dużo mogę stracić.. a teraz nie chce.. chce być piękna w dniu ślubu :))

    Polubienie

  3. Uważałabym tylko z tym określeniem „technik”. Wielu pracowników może się o to określenie obrazić, ponieważ wielu elektroradiologów szczególnie na radioterapii posiada tytuł magistra, a coraz częściej obowiązkowo licencjat elektroradiologii. Techników(po szkole policealnej) jest coraz mniej. Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s