Czuję się…

Dobrze!

Chemię w poniedziałek zniosłam średnio na jeża, ale bywało gorzej. Mam świetny humor, bo poza tym, że została mi tylko jeszcze JEDNA chemia, to też mam piękne wyniki, większość parametrów w normie. Takich ładnych wyników nawet przed leczeniem nie miałam, także niesamowicie się cieszę!

W związku z tym, że mam ładne wyniki, to… nie dostałam zastrzyku (Neulasty), co oznacza, że powinnam lepiej znieść przerwę między chemiami – od neulasty mocno bolały mnie nogi, całe ciało w sumie i ogólnie czułam się fatalnie.Także liczę na to, że tym razem nie będę się źle czuła i jedyne na co jestem przygotowana to zmęczenie fizyczne.

Kurcze już trochę tego za mną, nie mogę się doczekać jak już wyjdę ze szpitala po ostatniej chemii. 😀

Moi drodzy, to tyle ode mnie, ale na chemii był ze mną Maciej i stwierdziłam, że może ciekawie będzie jak wypowie się ktoś z zewnątrz na ten temat. Po rozmowie z Maciejem widzę, że było to dla niego wartościowe doświadczenie i myślę, że jeśli podzieli się swoimi odczuciami z Wami, łatwiej będzie zrozumieć pewne rzeczy jako osoba obok chorego. Oddaję głos Maciejowi…


Swoje przygotowania na wizytę w Centrum Onkologii zacząłem dobre półtora tygodnia przed samym dniem wizyty. Zdawałem sobie sprawę z tego, że ludzie, których spotkam ( w tym Claudia) mają odporność organizmu na poziomie zerowym, więc w dniu wizyty w grę nie wchodził nawet najmniejszy katar. Faszerowałem się lekami na odporność dzień w dzień.

Wreszcie nadszedł wieczór przed wizytą w szpitalu. Jako lekturę obowiązkową przeczytałem kilka postów bezpośrednio opisujących proces TEGO dnia. Mimo tego, że można powiedzieć, że byłem nieźle przygotowany to nie mogłem w nocy spać, stresowałem się i nie wiedziałem czego się spodziewać.

Początek pobytu w szpitalu należał do najprzyjemniejszych momentów w tamtym miejscu. Claudia miała bardzo dobry humor (albo przynajmniej dobrze go udawała) i spędziliśmy sporo czasu w kolejce na zwykłych pogaduchach. Jak tylko Claudia wyszła od lekarza to cieszyłem się jeszcze bardziej. Jej wyniki były bliskie wzorowym – czego chcieć więcej?

Po konsultacjach lekarskich wybraliśmy się BARDZO krętymi drogami na oddział chemioterapii dziennej. Na twarzy Claudii było już nieco mniej uśmiechu, a mój żołądek był co najmniej na wysokości szyi ze stresu. Na ten moment jedyne co przychodziło mi do głowy to ciągłe zagadywanie Claudii – żeby tylko nie myślała o tym, że zaraz wleją jej truciznę w żyły. To był perfekcyjny moment na przekazanie jej prezentu od czytelniczki, w końcu uśmiech znowu wrócił jej na twarz.

„Numerek 50, 51, 52, 53 i 54 – zapraszam do środka” – na te słowa mnie kompletnie zatkało, nie wiedziałem jak się zachować. Chciałem iść z Claudią żeby pomóc jej się rozpakować na samym fotelu, ale zwyczajnie spanikowałem i zrobiła to mama Claudii. Na sam oddział, w miejsce gdzie odbywają się wlewy, wstęp mają tylko pacjenci. Mimo to wiedziałem, że skoro już ta byłem to wypada okazać swoje wsparcie, bo samym myśleniem, że życzy się dobrze nie zdziałam nic.

Pretekstem mojego wejścia było wniesienie kanapki dla Claudii. Nogi miałem jak z waty, właściwie to ledwo szedłem, a kiedy już dotarłem do odpowiedniego fotela to ani mi ani Claudii uśmiech nie znikał z twarzy. Wiedziałem, że cieszy się, że tam byłem. Wiedziała, że będę czekał do ostatniej kropli, żeby z nią wyjść.

Szybko uciekłem, bo pielęgniarki bacznie stały na straży, żeby nie przeszkadzać pacjentom. Wtedy nadeszła chwila siedzenia w holu z innymi pacjentami, którzy w większości czekali na swoją kolej wlewu. Oczekiwałem chyba tego, że to będzie miejsce pełne smutku i łez. Nic bardziej mylnego. Było tam mnóstwo (naprawdę tam jest pełno ludzi) osób, po których kompletnie nie widać było, że są chorzy. Niektórzy pracowali na komputerach, inni rozmawiali przez telefon lub chodzili w kółko. Wtedy uświadomiłem sobie, że bardzo, ale to bardzo nie doceniam tego co mam. Mówiłem sobie to dziesiątki razy czytając każdy z postów, ale dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie jak dużo mam, a inni o to walczą miesiącami, czy latami – zdrowie.

Najczęstszą wiadomość, jaką wysyłałem wtedy Claudii to było „coś Ci przynieść lub czegoś potrzebujesz?”, bo wiedziałem, że czuje się coraz gorzej, aż zdecydowała, że spróbuje zasnąć. Siedząc samemu w holu, nie mogłem skupić się na niczym. Ciągle myślałem, czy wszystko z nią dobrze, i że najchętniej to poszedłbym tam i po prostu przyjął te kroplówki za nią, ale niestety nie tak to wszystko funkcjonuje.

Kiedy wszedłem drugi raz, Claudia spała i wolałem jej nie budzić. Zostawiłem jej paczkę gum do żucia (żeby tłumić mdłości jak się obudzi) i tępo na nią patrzyłem, licząc, że będzie wiedziała, że o niej myślę.

Końcówka samej chemii przebiegła bardzo szybko. Claudia wyszła z mamą z oddziału i nigdy nie widziałem jej w tak złym stanie. Ledwo szła, a ja powstrzymywałem się tylko żeby się nie poryczeć, ale przecież mi się nic nie działo. Ona dzielnie szła do samochodu, a ja emocjonalnie nie dałem rady, a w samochodzie tylko odwróciłem się do szyby i jak najszybciej tylko ocierałem swoje łzy, bo było mi zwyczajnie wstyd.

Dzień na oddziale nauczył mnie ogromnego szacunku do swojego życia i do tego co mam. Absolutnie wszyscy pacjenci onkologiczni zasługują na pokłony, bo przechodzą przez piekło. Wielki szacunek dla wszystkich Was.

Nie mogę się już doczekać jak w towarzystwie rodziny Claudii i jej chłopaka – Filipa wyjdziemy ze szpitala za dwa tygodnie, po ostatnim już wlewie. Ogromnie liczę na jej lepsze samopoczucie.

Maciej.

19 myśli na temat “Czuję się…”

  1. Świetnym pomysłem z Waszej strony, było podzielenie się odczuciami Macieja. Gratuluję! ❤ Mega trafiły do mnie te słowa i były mega inspirujące. Cieszę się, że już ostatni krok przez Tobą, Claudia ! Już nie mogę się doczekać ostatniego posta z wielkim nagłówkiem "wyzdrowiałam"! Dużo siły i trzymam kciuki za dobre samopoczucie! ❤

    Polubione przez 3 ludzi

  2. No i się wzruszyłam. Niesamowity post. Tak właśniwszystkim się wydaje, że ludzie na chemioterapii to ludzie, którzy żyją tylko chorobą, a wale tak nie jest. Pozdrawiam zasmarkana z łóżka , moc buziaków i uścisków ❤

    Polubione przez 2 ludzi

  3. No i też się wzruszyłam. Bardzo.
    Kibicuję Ci mocno i gorąco. Czekam na posty, są mądre, dojrzałe. One mówią – jestem 🙂 A ja w myślach odpowiadam – jesteś i będziesz 🙂 Dzięki Tobie pozbyłam się części strachu. Zmieniłaś coś we mnie na zawsze – na lepsze. Serdeczności ❤

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Dziękuję Ci za to, że prowadzisz tego bloga. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to zawsze dla Ciebie takie proste. Zdrowemu człowiekowi się ciężko czasem do czegoś zmotywować, a co dopiero, jak brakuje sił fizycznych. Bardzo dziękuję i podziwiam! Nigdy nie zdarzyło mi się podziękować za to, że bezpiecznie przeszłam po pasach, że świeci słońce, że po ciężkim dniu mam gdzie odpocząć. Dzięki temu co napisaliście z Maćkiem, ten dzień kobiet stał się chyba najlepszym jaki kiedykolwiek miałam. Dawno nie czułam się tak szczęśliwa doceniając to, co mam. Jesteście debeściaki :*

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Podziwiam Cię Claudia, że mimo tego co Cię spotkało, jesteś tak pozytywną osobą! 🙂 Dzięki Tobie zaczynam doceniać to co mam. Bardzo podoba mi się też to co napisał Maciej, uświadomiło mi to jak ważne jest wsparcie kogoś bliskiego w takim momencie. Fajnie, że masz takiego przyjaciela przy sobie. Pozdrawiam Ciebie, Macieja i Panią Ewę bardzo serdecznie. Jesteście świetnym Teamem, bardzo miło się Was ogląda w relacjach live na instagramie. Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia. Trzymaj się 🙂 :*

    Polubione przez 2 ludzi

  6. Wzruszyłam się jak nigdy. Cudowny post. Pełen ciepła, uczucia…naprawdę piękny. Mocno Ci kibicuję i trzymam za Ciebie kciuki. Razem z Tobą czekam na ostnią chemię i to na by patrzeć jak znowu wracasz do formy. Przed Tobą całe cudowne życie, wiele marzeń do spełnienia i studia do skończenia. Trzymaj się cieplutko ❤

    Polubione przez 2 ludzi

  7. Claudia masz wielkie szczescie że w tym bagnie choroby,masz tak oddaną prócz rodziny osobe,Macieju jesteś wspaniały,ja kochani nie miałam takiego szczęścia,mąż mnie zostawił w połowie leczenia,,,,nie zapomnę jaka pystka i żal do losu mnie ogarniała bedac na kolejnych wlewach,trzymała mnie przy życiu tylko myśl i marzenie o moim dorastajacym dziecku,wiedzialam że czeka na mnie moja mama,masakra,dałam rade,😉

    Polubione przez 1 osoba

  8. Kochana! Suuuper! Ta ostatnia to bedzie pikus. Dla Macieja wielki szacun – nie kazdy bylby zdolny do czegos takiego. W takich sytuacjach ludzie sie sprawdzaja i dorosleja. Albo i nie – Hercrptynka pozdrawiam serdecznie!
    Ja mialam to szczescie, ze chemie dostawalam w 3-osobowej sali. oprocz foteli dla pacjentek byly tez 3 krzesla dla gosci. Raz byl ze mna maz (swietnie zdal ten egzamin), raz moja przyjaciolka (rowniez). ale sa tez tacy „znajomi” ktorzy od tamtej pory nie poznaja mnie na ulicy…

    Polubione przez 2 ludzi

  9. Kochana, wierzę w to, ze będziesz całkiem zdrowa i ta choroba zostanie tylko przykrą historią.. podziwiam Cię , ja chyba bym sie złamała , zadreczala myslami ze moje dziecko będzie cierpieć jakby coś poszło nie tak.. życzę zdrowia💗a z Twoim podejściem do życia będziesz żyć 100 lat 😉pozdrawiam

    Polubione przez 2 ludzi

  10. Pierwszy raz zobaczyłam jak to wygląda od strony odwiedzających. Ja także chorowałam na Hodgkina. Zdiagnozowano go u mnie około 3 lata temu. Teraz mam 26lat. Pomogło zajmowanie głowy wszystkim byle jak najmniej chorobą.Pozdrawiam Cię i dzielę się z Tobą energią:) . Trzymaj się
    P.S. Chętnie będę tu zaglądać i cieszyć się pokonaniem go razem z Tobą:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s