Diagnoza

Wielu z Was prosiło mnie o opisanie jak to było z tym, że wylądowałam w Centrum Onkologii.

Od początku roku 2015 zaczęłam zauważać, że mam dużo słabszą kondycję, niż kiedyś. Usprawiedliwiałam to tym, że po prostu jestem leniwą kluchą i tyle. Później jak się okazało, to mogło mieć związek z chorobą.

Zacznę od niewinnych objawów – w grudniu 2015 zaczął mi się kaszel, trwał około 2 miesiące, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nic co brałam (antybiotyki, wziewne sterydy), nie pomagało. W lutym 2016 miałam badanie RTG, które też nic nie wykazało. Po jakimś czasie kaszel po prostu zniknął.

Nie miałam złych wyników krwi, CRP wynosiło 10,5, a OB 30, więc jakoś się tym nie przejęłam, zważając jeszcze na to, że miałam ten kaszel długo, to pasowało mi, że to przez kaszel właśnie. Poza tym, nie miałam żadnych odchyleń w wynikach.

Pod koniec lutego zaczęłam odczuwać ból w klatce po wypiciu alkoholu. Może się to Wam wydawać dziwne, nie tylko Wam – ja na początku myślałam, że po prostu mam jakieś schizy, ale w pewnym momencie ból się nasilił. To nie było lekkie kłucie jak jakaś lekka kolka. Wyglądało to tak, że wypiłam dosłownie łyczka jakiegokolwiek alkoholu i po kilku minutach czułam bardzo silne kłucie w całej klatce – to było tak jakby trochę rozlane. Tak jak określa się ból przy zawale jako zamostkowy, to ten bym określiła jako przedmostkowy, taki jakby powierzchowny. Zawsze jak mnie tak bolało, od razu kładłam się na łóżku i czekałam aż przejdzie – schodziło trochę, bo ok. 20min jak nie więcej… Leki przeciwbólowe nie dawały sobie też rady. O tym bólu wspominałam trzem lekarzom – żaden z nich nie zwrócił na to uwagi…

W międzyczasie (ok. marca) pojawiło mi się lekkie uwypuklenie na mostku – to usprawiedliwiałam tym, że pewnie na siłowni sobie uszkodziłam przyczep i mi się jakiś stan zapalny zrobił i tyle. Bardzo mi to doskwierało, ponieważ w pewnym momencie zaczęło mnie boleć to miejsce, a ból promieniował też do prawej ręki, przez co nie mogłam prowadzić nieraz samochodu, nosić torebki… Uwypuklenie się powiększało, nie w jakimś zawrotnym tempie, ale się powiększało. Ponieważ myślałam, że to ma związek ze stawami, poszłam do ortopedy. Ten zrobił mi USG i wyglądało to na stan zapalny, w związku z tym dostałam zastrzyk z lekiem przeciwzapalnym (niestety nazwy nie pamiętam), po 2 tygodniach miałam się zgłosić, jeśli jeden zastrzyk by nic nie dał, no i skończyło się na tym, że tych zastrzyków dostałam 3. Zbliżała się sesja, więc odpuściłam kolejne wizyty u ortopedy, ale że jestem ciekawskim jajem, to stwierdziłam, że chociaż pójdę na USG zobaczyć jak to wygląda. Znalazłam dosłownie pierwszego lepszego ortopedę, który robi USG niedaleko mojego osiedla w Warszawie i w sumie tu był przełom. Ten ortopeda zasugerował wizytę u torakochirurga = chirurga zajmującego się klatką piersiową. Tak trafiłam do lekarza, dzięki któremu doszło do diagnozy.

Na początku też do końca nie wiedział co to jest, więc zaczęliśmy od łagodnych środków – leki przeciwzapalne. W trakcie sesji miałam zgłosić się na kontrolę, żeby sprawdzić czy działa. Niestety nie działało i musiałam mieć zrobioną biopsję. Nie taką klasyczną, że wbijają igłę i tyle, tylko taką w całkowitym znieczuleniu, chirurgiczną. Oczywiście ja chciałam przełożyć biopsję na sierpień najlepiej, bo musiałam jeszcze zrobić praktyki na studia, przez ten cały czas nie przeszło mi nawet przez myśl, że może to być nowotwór, dlatego tak lekko to traktowałam, no bo kto normalny by przedłużał diagnozę?! No ale pan doktor postawił na swoim i biopsję miałam pod koniec czerwca. Leżałam w szpitalu 3 dni, miałam nawet dren pierwszy raz w życiu! Na wyniki czekałam chyba troszkę ponad 2 tygodnie. Kiedy jechałam do Warszawy na zmianę opatrunku i jednocześnie na odebranie wyników biopsji, bardzo źle się czułam – bolały mnie węzły i zaczęło trochę do mnie docierać, że to może być coś poważnego. Jak weszłam do szpitala, to czułam, że jeszcze tam wrócę.

Niezbyt do mnie dotarło, kiedy pan doktor powiedział „Chłoniak Hodgkina”, do rodziców też. Od razu musiałam iść na tomografię, żeby sprawdzić, czy węzły pod przeponą też są zajęte (na szczęście nie były). W kolejce do tomografii napisałam do kolegi z grupy, którego mama jest onkologiem, do tej pory baaaardzo nam pomaga w przejściu przez to piekło – gdyby nie Ona, to byśmy chyba z mamą usiadły w kącie i płakały. 😀 Pisałam też do znajomych ze studiów, pisałam wszędzie, żeby cokolwiek się o chorobie dowiedzieć, wolałam nie wchodzić na Wikipedię…

W każdym razie tego dnia miałam też wizytę u mojej obecnej prowadzącej i ona mi wszystko wyjaśniła. Oczywiście zanim doszło do tej wizyty, to musiałam czekać na tomografię, później na to, żeby wyjęli mi wenflon, więc w międzyczasie rozmawiałam ze znajomymi o tej chorobie. Oczywiście wylały się hektolitry łez, ale ostatecznie postanowiłam podejść do tego zadaniowo i stwierdziłam, że nie będę siedzieć w domu i się zamartwiać, więc poszłam wieczorem do kina. 😀 Od tamtej pory zdarza mi się płakać, nieraz dużo, ale więcej jest tych dni dobrych niż złych.

Miałam kilka wizyt u prowadzącej, żeby ustalić co i jak. Od diagnozy do pierwszej chemii minęły jakieś 2 tygodnie. W międzyczasie udało mi się zrobić PET-CT (robiłam prywatnie, bo akurat były w Warszawie te ogromne deszcze i podobno zalało PET w Centrum Onkologii) i założyć port naczyniowy. Ogólnie na PET się czeka bardzo długo, a powinno się zrobić go przed rozpoczęciem chemii.

W PET-CT wyszło, że poza zmianą na mostku mam też guza w śródpiersiu i powiększone dwa węzły (oba poniżej 2cm). Na szczęście poza tym nie było nic nieprawidłowego.

25.07.2016 miałam pierwszą chemię i tak się jakoś bujam do tej pory, haha. 😉

W ciągu kilku dni zmieniła się masa rzeczy, lekcja na całe życie, niełatwa, ale bardzo wartościowa. Na koniec cytat, który znalazłam na początku choroby i trafia tak bardzo w punkt i to co się teraz dzieje, że stał się moim ulubionym.

Człowiek ma dwa życia, to drugie zaczyna się, gdy uświadomi sobie, że ma jedno – Konfucjusz

17 myśli na temat “Diagnoza”

    1. To straszne, że zgłaszałaś lekarzom ból w klatce po wypiciu alkoholu i żaden się nie nad tym nie pochylił! Jestem na drugim roku medycyny, nic tak naprawdę jeszcze nie umiem, ale miałam patifizjologie układu krwionośnego i do końca życia zapamiętam tak charakterystyczny objaw chłoniaka Hodkina…

      Polubienie

  1. Chodziłam z Toba do szkoły i zawsze wydawalaś mi się taka nieosiągalna, piękna,elitarna. Marzyłam by się z Tobą przyjaźnić,ale to było takie nierealne i niemożliwe. Nie wiem czemu, wydawałaś mi się naprawdę wspaniałą osobą. I nadal tak jest. Mój chłopak jest lekarzem, powiedziałam mu niedawno że czytam twojego bloga. Na diagnozę powiedział”Poszczęściło się jej, ten chłoniak to chyba najłagodniejszy wyrok wśród innych nowotworów”:) to mnie bardzo pocieszyło,bo rozpłakałam się gdy zobaczyłam pierwszy wpis na tym blogu.
    Teraz jestem spokojniejsza.
    L.H.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jestes cudowna!! Uwielbiam czytac Twojego bloga, śledzę wszystko co związane z Tobą, po prostu jesteś cudowną osobą!!

    1Jaką specjalizacją chciałabyś się zająć po ukończeniu Studii?
    2 co sądzisz o fizjoterapii? Uwazasz ze ten kierunek, zawód ma przyszlosc?

    Zycze ci duzo zdrowka! :*

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Claudia, czy guz na mostku był widoczny gołym okiem? W którym dokładnie miejscu? Był to guz miękki czy twardy jak kość tak jak opisują to w internecie na różnych stronach? Dużo zdrówka życzę Ci życzę i wytrwałości :*

    Polubienie

    1. Cześć!
      Był on widoczny gołym okiem. Ostatecznie miał długość Ok. 5cm. Wyglądało to po prostu jak wybrzuszenie. Pojawił się na wysokości 2 i 3 żebra 🙂 był zdecydowanie twardy.
      Dziękuję 🙂

      Polubienie

  4. Cześć Claudia 😉 Przeczytałem twój wpis teraz o stwierdzonej diagnozie i jestem pod wrażeniem twojej woli do dalszej walki z tym cholerstwem .Też choruję na to cholerstwo w tamtym roku miałem takie same objawy jak ty z tym,że do szpitala z bólami w klatce piersiowej zgłosiłem się sam bo już wytrzymać nie mogłem… no i ten kaszel…. też nie spodziewałem się,że może to być nowotwór Hodgkina .Można powiedzieć,że coś nas łączy .. no i ta data twojej pierwszej chemii 25 lipca …dzień moich urodzin heh 😉 Będę śledził twoje posty o poczynania w walce z chorobą, a jeśli będziesz chciała pogadać to rozmową możemy się wesprzec nawzajem 😉 Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia 😉

    Polubione przez 1 osoba

  5. Zycze duzo zdrowia i podziwiam Cie za taka walke!
    Mam pytanie… ktore czesto mnie nurtuje, czy ten rodzaj nowotworu jest genetyczny, ktos w rodzinie chorowal na to cholerstwo lub inny nowotwor?

    Buziaki!

    Polubienie

    1. Cześć! Dziękuję 🙂
      Ogólnie to u mnie w rodzinie kuzynka choruje na to samo co ja, ale to podobno równie dobrze może być przypadek. Są jakieś minimalne podejrzenia o podłożu genetycznym, ale nie jest to do końca jasne – podobno bardziej nie jest genetyczny niż jest – tak przynajmniej powiedziała mi moja prowadząca.
      Jedyne potwierdzone powiązanie tego nowotworu z inną chorobą jest wirus Epsteina-Barr (czyli ten odpowiedzialny za mononukleozę zakaźną). Pozdrawiam! 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s