„By niejadek zjadł obiadek” – trochę o jedzeniu

Tematem dzisiejszego posta będzie… apetyt. A raczej jego brak, no i co z tym zrobić, oczywiście. 😉

Brak apetytu to powszechny skutek uboczny chemioterapii, chyba każdej. Jedzenie w czasie leczenia jest bardzo ważne – w końcu musimy mieć dużo siły, nie dość, że na skopanie tyłka nowotworowi, to jeszcze na regenerację. Brak apetytu może być spowodowany kilkoma czynnikami:

  • Po pierwsze – czy kiedykolwiek komukolwiek, po zwymiotowaniu całej zawartości żołądka chciało się jeść? Nie sądzę. 😀 To głównie dotyczy u mnie dnia chemii tylko i wyłącznie, bo w pozostałe dni mam tylko nudności.
  • Po drugie – przez chemioterapię może bardzo zmienić się smak i nagle potrawy, które kiedyś mogliście jeść bez końca, przestają smakować. Mało tego, u niektórych pojawia się metaliczny posmak  w buzi.
  • Po trzecie – zdarzają się (np. u mnie) bóle jamy ustnej, gardła. Ciężko w takiej sytuacji przełknąć cokolwiek, kiedy nie jest się w stanie czasami nawet pić.
  • Po czwarte – po prostu ogólne zmęczenie, wyniszczenie organizmu powoduje, że nie chce nam się jeść. Czasami jest tak, że jak już uda się coś zjeść, to jemy bardzo mało, ponieważ szybko mamy uczucie sytości.

Kilka sposobów, które wypiszę, to dobrze znane sposoby osobom, które zapoznały się z poradnikami, dostępnymi w szpitalach i internecie, reszta to moja inwencja twórcza. 😉

  • Jedzenie 5-6 mniejszych posiłków dziennie, a nie 3 duże – na mnie to niestety nie działało, ale pewnie to dlatego, że nigdy nie jadłam jakoś dużo i regularnie.
  • Należy starać się regularnie jeść.
  • Na metaliczny posmak w buzi – jedzcie plastikowymi sztućcami.
  • Uprawianie aktywności fizycznej – z jednej strony to prawda, ale z drugiej strony ciężkie do wykonania – czasami nie ma się siły ruszyć, a co dopiero pójść na spacer.
  • Próbujcie nowych smaków – tak jak pisałam wyżej, dużo rzeczy może się np. wydawać mdłych, albo wręcz przeciwnie. To wszystko jest indywidualne. Bardzo polecam zupy kremy (poniżej wstawię przepis na moją ulubioną).
  • Jedzcie pokarmy i produkty bogate w białko – tu wiele osób poleca „Nutridrinki” – fakt, po wypiciu połowy takiej buteleczki ja się czułam pełna, z tym, że większość osób nie jest w stanie ich pić, bo ja np. mam odruch wymiotny. Nawet jak teraz o tym piszę to mi niedobrze. Nie wiem dlaczego, nie ma nic w nich co by wywoływało wymioty, więc to kwestia psychiki, ale wiem, że nie jestem jedyna, bo wielu osobom one nie smakują.
  • Jedzcie kaloryczne pokarmy (tu polecam np. orzechy nerkowca – są one baaardzo kaloryczne, a przy tym są dosyć miękkie, więc większość osób da sobie radę z pogryzieniem ich), a unikajcie tych mało kalorycznych, które po prostu zapychają żołądek (np. sałata).
  • Starajcie się przygotowywać sobie kolorowe posiłki (lub poproście kogoś, kto wam je robi). Niech poniesie inwencja twórcza – lepiej się je posiłki, które wyglądają ładnie, czasami trzeba oszukać mózg. 😀
  • Jedzcie w towarzystwie – niektórzy więcej wtedy jedzą, nie na wszystkich to oczywiście działa, ale można spróbować.
  • Jeszcze jedno oszukanie mózgu – używajcie większych talerzy niż potrzeba (iluzja mniejszej porcji 😀 ).
  • Niektóre zapachy w czasie chemii mogą być drażniące, w tym niektórych potraw – takich potraw właśnie unikajcie, bo gwarantuję, że jak Wam będzie śmierdziało, to na bank tego nie zjecie.
  • Dziwny posmak w buzi (nie mam na myśli tego metalicznego, bo zdarzają się inne) można zniwelować np. żując gumę. Oczywiście bardzo regularnie należy myć ząbki i najlepiej płukać, np. Fomukalem. Jeśli macie większe problemy z jamą ustną, odsyłam Was tu.
  • Wiele osób skarży się na suchość w jamie ustnej – to też nie pomaga w zwiększeniu apetytu. Unikajcie wtedy na pewno płynów do płukania jamy ustnej zawierających alkohol. Są też w aptekach preparaty, np. Mucinox – tzw. sztuczna ślina, to też pomaga. 🙂
  • W ostatecznej ostateczności, jeśli naprawdę już nie dajecie rady nic zjeść -możecie poprosić o leki na zwiększenie apetytu. Takimi preparatami są np. Megalia, Megace. Oba te preparaty zawierają sterydy, dlatego piszę, że to ostateczna ostateczność. Koniecznie też zapytajcie jak je stosować, bo to bardzo ważne.

Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których wręcz przeciwnie, pacjenci tyją w czasie leczenia. Dzieje się to głównie za sprawą sterydu podawanego przed każdym wlewem – Dexavenem. Uwierzcie mi, że o tym też się przekonałam na własnej skórze. Kiedy leżałam w szpitalu w związku z infekcją, dostawałam bardzo dużą ilość dexavenu – ma on działanie przeciwzapalne, stąd zapobiegawczo daje się go w trakcie chemii także.

Jak już pisałam, Dexaven jest sterydem. Jednym z jego skutków ubocznych jest wzmożony apetyt (serio, bardzo wzmożony… ja zjadłam 20 pierogów w wigilię na raz, kilka krokietów i trochę ryby… haha), ale to nie jedyne, co powinniśmy wiedzieć o tym leku. Oto kilka ważnych faktów na jego temat:

  • W czasie podawania (podawany jest dożylnie) można poczuć pieczenie w okolicach intymnych; strasznie dziwne uczucie, ale po chwili znika – pielęgniarki na oddziale chemii uprzedzają o tym, ale np. na oddziale w szpitalu już nie wszystkie o tym wiedziały. 😉
  • Po długotrwałym stosowaniu może nam się zaokrąglić buzia – tzw. „twarz księżycowata” – to nie tylko widać, ale też czuć bardzo – skóra jest bardzo napięta, czasami może być tkliwa. Z tą buzią księżycowatą się wygląda komicznie, jak się zobaczyłam w lustrze to nie mogłam się przestać śmiać. 😀 Ale spokojnie, to przechodzi po odstawieniu Dexavenu.
  • Możecie odczuwać słabość w mięśniach i stawach – ciężko jest chodzić czasami, bolą kolana np. wtedy warto robić ćwiczenie tzw. „rowerek”, leżąc w łóżku.

Jest jeszcze wiele skutków ubocznych Dexavenu, ale wypisałam Wam te, które mnie dopadły i na które warto wg mnie zwrócić uwagę, a nie zawsze lekarz/pielęgniarka Wam o nich powie.

W pierwszym poście pisałam Wam mniej więcej co zjeść w dniu chemii, ale zapomniałam o jednej ważnej kwestii – nie dajcie się ponieść smaczkom. Ja czasami w trakcie podawania chemii mam takie pomysły… pizza, naleśniki. Wszystko mi przechodzi przez głowę. Nie polecam jeść czegoś, co uwielbiacie – zbrzydnie Wam w moment. Ja, głupia, przy drugiej chemii pożarłam prawie całą pizzę… Zajęło mi 5 miesięcy, żeby do pizzy się znowu przekonać.

Poza tym co napisałam ważne jest też czego nie powinno się jeść w trakcie chemioterapii:

  • Grejpfruty – to długa historia dlaczego nie wolno ich jeść, ale tak na chłopski rozum – związki (furanokumaryny) w nich zawarte są metabolizowane przez te same enzymy, co leki. Jak te „grejpfrutowe” związki pierwsze będą w kolejce do zmetabolizowania, to leki nie będą miały gdzie się podziać, zostaną w krwi, gdzie zwiększy się ich stężenie (no bo przecież jest korek i ich nie ubywa bo głupi grejpfrut zabrał im miejsce w wątrobie) i może dojść do rozwoju objawów toksycznych. To dotyczy nie tylko chemioterapii. Ogólnie grejpfruty + leki (antybiotyki, leki uspokajające itp.) to nie jest dobre rozwiązanie, dlatego leki doustne popijamy wodą, a nie innymi specyfikami. 😉 To też dotyczy innych cytrusów, ale one zawierają mniej tych związków, o których pisałam wyżej, więc nie trzeba ich odstawiać (w dniu chemii owszem, ale w trakcie całego leczenia nie 🙂 ) Innym owocem wchodzącym w interakcję z lekami jest granat – jego też nie powinno się jeść w trakcie chemii.
  • Inne owoce – lekarze nie polecają jedzenia np. malin, oczywiście, jeśli macie pewność, że są świeże, to śmiało, ale tu chodzi między innymi o ryzyko pleśni.
  • Surowe mięso – to dotyczy zarówno wołowiny (tatar itp.) jak i ryb (sushi 😦 ). Tu chodzi o ryzyko zainfekowania jakimś pasożytem. Zresztą na surowych rybach podobno jest też dużo bakterii. Poza tym w tatarze jest też surowe jajko – ryzyko salmonelli.
  • Owoce morza – tu taki znak zapytania troszkę stawiam, bo surowe to oczywiście, że nie wolno, z takich samych względów, jak powyżej. Kiedy rozmawiałam z kilkoma osobami, które przez to samo przechodziły, dwie z nich powiedziały mi, że po zjedzeniu owoców morza (ugotowanych/smażonych) dostały reakcji alergicznej.
  • Sery pleśniowe – pleśni mówimy zdecydowane „nie”, więc odpadają i one. 🙂

Jeśli o czymś jeszcze słyszeliście, czego nie wolno jeść w czasie chemii, to piszcie w komentarzach koniecznie! 🙂

Dobra, teraz przepis na moją ukochaną zupę krem ze świeżego ogórka. Przepis pochodzi z książki do Thermomixa, ale da się ją też zrobić blenderem – tak całe 2 lata studiów sobie radziłam. 😉 Zupę robi się szybko i jest pyszna. 🙂

Składniki:
1/2 obranego ze skórki ogórka,
250ml śmietany 30% (można 18, 12, ile chcecie),
250ml bulionu (najlepiej takiego normalnego, nie taki, że wrzucacie kostkę bulionową do wody),
sól, pieprz,
50g serka topionego (Hochland np. ja bardzo lubię dawać ten z ziołami, albo śmietankowy),
świeży koperek,
groszek ptysiowy lub grzanki.
No i ze sprzętów koniecznie blender!

Bierzecie garnuszek, wlewacie bulion i gotujcie na niskim ogniu, wrzucacie ogórek i blendujecie, aż będzie w miarę zmiksowany, potem dolewacie śmietanę, wrzucacie serek topiony (możecie od razu zabrać się za ponowne blendowanie, ale lepiej poczekać aż się serek troszkę rozpuści, żeby się nie rozbryzgała zupa na prawo i lewo). Jak już się serek rozpuści, to kontynuujcie blendowanie, do momentu kiedy będzie już gładziutka zupka (jest takie określenie? haha). Do smaku dodajcie soli i pieprzu (na wyczucie), posiekanego koperku i właściwie gotowe. Można od razu wszystko wrzucić do gara i zmiksować, ale u mnie zawsze się to kończyło zupą na ścianach, głównie dlatego, że miałam niski garnek i beznadziejny blender, ale może akurat Wam się uda, haha. 🙂 Czasami można dodać poza groszkiem ptysiowym lub grzankami, kawałki grillowanego kurczaka – jadłam, smakuje dobrze. 😀

Poza tą zupą polecam pokombinować trochę np. z kaszą jaglaną. Ja uwielbiam ją jeść po prostu z warzywami, ale też na słodko – z orzechami i miodem. Odkrywajcie nowe smaki, bo może Wam zasmakować coś, czego kiedyś nie lubiliście, naprawdę! Ja pokochałam żeberka w sosie BBQ na przykład. 😀

Zgłodniałam… 😉

 

9 myśli na temat “„By niejadek zjadł obiadek” – trochę o jedzeniu”

  1. Hej,
    ja słyszałam gdzieś kiedyś w internecie, że czekolada w trakcie chemii, a nawet wgl przy nowotworze jest bardzo niewskazana- niby ma ona wzmacniać takiego intruzka. Słyszałaś kiedyś coś o tym? 🙂

    Polubienie

    1. Hej 😉
      Nje słyszałam o tym, ale podejrzewam, że może nie chodzi o samą czekoladę w sobie, tylko o cukier w niej zawarty – to akurat słyszałam, że cukier karmi raka 🙂

      Polubienie

  2. Uwielbiam sposób, w jaki piszesz swoje posty. Jesteś Encyklopedią praktycznej wiedzy a do tego blog jest bardzo osobisty 🙂 sama studiuję pielęgniarstwo i wiem jak podchodzi sie do choroby, jeśli coś się wie (szczególnie świadomość skutków ubocznych 🙂 )

    Powodzenia! Czytam i trzymam kciuki, cały czas 😍
    Co do owoców morza może chodzić o alergie ( bo na skorupiaki występuje alergia krzyżowa z roztoczami, z kolei alergia na roztocza jest bardzo popularna) albo o duża zawartość rtęci i innych metali ciężkich (cos mi sie obilo o uszy).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s