Poniedziałkowa chemia

…Której NIE było! Wiem, że większość z Was spodziewała się, że napiszę radosnego posta, że już jestem po ostatniej chemii i pożegnałam się z oddziałem dziennym chemioterapii, no ale niestety, nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli. Żeby nie było – post suma sumarum postaram się, żeby był radosny. 🙂

Dlaczego chemii nie było? Niestety wkradła się neutropenia (obniżona liczba neutrocytów, o tym więcej w niedzielnym poście). Norma neutrocytow to 3,0-5,8 G/l, a ja miałam w poniedziałkowych wynikach… 0,16 G/l, ups. 😀 To niestety nie jest zależne od człowieka zbytnio, chemioterapia niesie ryzyko pojawienia się neutropenii. Na początku chemii przyjmowałam profilaktycznie czynniki wzrostu, żeby nie dopuścić do tego stanu, ale ponieważ miałam super wyniki, a bardzo źle znosiłam przyjmowanie tych czynników wzrostu, to lekarz prowadząca zdecydowała się je odstawić (o tym też będzie więcej w niedzielę). No i niestety nie udało się uciec od neutropenii. Mój szpik już nie wyrabia na zakrętach i stwierdził, że robi sobie przerwę od produkcji leukocytów. :/ W związku z neutropenią dostaję codziennie przez 5 dni zastrzyki w brzuch z czynnikiem wzrostu. Tak w skrócie – czynniki wzrostu pobudzają szpik do produkcji białych krwinek. Niestety nie jest to obojętne dla organizmu i skutki uboczne są podobne jak samopoczucie w czasie grypy…tylko że tak z 3 razy gorsze 😀 (u niektórych zdarza się, że nie ma żadnych skutków ubocznych, no ale ja oczywiście muszę książkowo wszystkie skutki uboczne zazwyczaj mieć, haha). Poprawa powinna być bardzo szybka, dlatego na chemię planowo jadę w poniedziałek 23.01.

Czy to będzie ostatnia chemia? Niestety nie. Dobra wiem, póki co same złe wieści, ale będzie dobrze, naprawdę, wytrwajcie do końca. 😀 W związku z długą przerwą od chemii (pobyt w szpitalu no i teraz to) moja lekarz prowadząca zdecydowała się dołożyć mi jeszcze 4 wlewy chemii – czyli w sumie czeka mnie jeszcze 5 wycieczek do tego pięknego miejsca, jakim jest oddział dzienny chemioterapii. W sumie skończy się na ośmiu cyklach chemii, a nie sześciu (pamiętacie, gdzieś w poprzednich postach pisałam, że jeden cykl składa się z 2 wlewów). Jakoś to wytrzymam. Ostatnia chemia wypada na 20.03, oczywiście jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i nie będzie znowu żadnych przerw. 🙂

Teraz przechodzimy do dobrych wieści (tak jakby) – po chemioterapii będę miała wykonane badanie PET i ono zadecyduje czy będzie potrzebna radioterapia czy nie – dlatego moooooocno proszę trzymać kciuki, żeby wynik PET był jak u zdrowego, bo jak węzły wyjdą mniejsze niż 2cm, to radioterapii mówimy „not today” i kończymy ten cyrk. 😀 Dlaczego to radosna wiadomość? Niezbyt chciałabym mieć radioterapię, ze względu na jej skutki uboczne, m.in. wtórne nowotwory. U mnie naświetlana byłaby klatka piersiowa, więc najbardziej narażone byłyby płuca, które i tak już dużo też obrywają przez chociażby bleomycynę. Oczywiście, jeśli będzie trzeba, to poddam się radioterapii, ale nie ukrywam, że  nie będzie to dla mnie łatwe.

Dobrych wieści ciąg dalszy – odrastają mi włosy – na głowie to taki mięciutki meszek, ma parę dobrych milimetrów! Te włoski są oczywiście baaardzo słabe, ale podobno później będą silniejsze niż kiedykolwiek, no i nie wiem czy w trakcie tych 5 wlewów mi wypadną czy nie.
Jakby tego było mało – rzęsy rosną jak szalone! Nawet ostatnio udało mi się je pomalować mascarą! 🙂 Brwi też się przebijają, tylko jest mały problem… ja zawsze brwi i rzęsy miałam bardzo jasne! Dlatego nadal ich nie widać zbytnio, haha. 🙂

Podsumowując, spodziewałam się tego, że będę miała więcej chemii, nie spodziewałam się, że aż tyle mi pani doktor dorzuci, no ale cóż, chcemy wyleczyć to cholerstwo, a nie zaleczyć. Nie spodziewałam się też tak beznadziejnych wyników krwi, chociaż w ciągu ostatnich kilku dni troszkę opadłam z sił co było dla mnie bardzo dziwne, no ale też trudno. Zastrzyki nie są bolesne, daje mi je ciocia, która jeździła ze mną na początku na chemie (kto czytał pierwszego posta ten może pamięta 😀 ), także fachowa robota, nawet nie czuć ukłucia. 😉 Póki co niezbyt dobrze znoszę skutki uboczne czynników wzrostu – bardzo bolą mnie nogi i plecy, biorę paracetamol i robię co się da, żeby zmniejszyć ból, ale niestety niewiele to pomaga, dlatego muszę zagryźć zęby i wytrzymać 🙂

Kończę tego posta cytatem z filmu „Chłopaki nie płaczą”:

Bunkrów nie ma, ale też jest…

PS. Jeszcze jedna super wiadomość – tata kupił mi straaaasznie wygodny materac do mieszkania! 😀

 

13 myśli na temat “Poniedziałkowa chemia”

  1. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Trzymam kciuki za brak radio 🙏 No i mam nadzieję, że będzie Ci lepiej i nie będzie tak wszystko boleć :/ Na pocieszenie powiem, że ja dziś całą noc nie spałam, bo mnie bolał brzuch 😷😖 Buziaki, ściskam 😘

    Polubione przez 1 osoba

  2. Szkoda, że to jeszcze nie koniec, ale masz rację – chodzi o wyleczenie, a nie zaleczenie choroby 🙂 Jestem dobrej myśli i bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki ❤
    Tak w ogóle to zastanawiałam się czy mieszkasz obecnie w rodzinnym mieście? Z Iławy do Warszawy jest daleko 😮 Nie są zbyt męczące takie podróże?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mieszkam w Iławie, ale w niedzielę przed chemią jadę już do Warszawy i zostaję tam parę dni, dopóki poczuję się na siłach, żeby wracać do domu. O dziwo nawet jako pasażer tuż po chemii bardzo męcząca jest taka podróż. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Radio nie ma sie co bać – przy chłoniakach praktycznie zawsze ja podają ze względu wlasnie na zapobiegnięcie wtórnych nawrotów (wbrew pozorom – naświetlanie niesie za soba zdecydowanie mniejsze ryzyko nowotworów wtórnych, niż pozostawienie resztek guzów w organizmie). Radioterapia straszna nie jest, szczególnie ze w takich wypadkach dawki sa bardzo małe, praktycznie nieszkodliwe. Z ciekawostek – doksorubicyna podawana podczas chemioterapii rowniez w skutkach ubocznych zawiera wtórne białaczki i ryzyko nawrotów. A jednak nią leczy sie choroby nowotworowe – tak samo jak radioterapia. Na myśl o doksorubicynie i jej pomarańczowo różowym kolorze od razu robi mi ske nie dobrze. Mam to juz za soba. Jak juz kiedys Ci pisałem, jestem wlasnie w trakcie radioterapii – normalnie zyje, funkcjonuje jak normalny człowiek, jedynie spie troszke wiecej 🙂 Trzymaj sie, dasz rade, oni to robia dla Twojego dobra. Pewnie pamiętasz jak długo wydawało sie ze bedzie trwać leczenie. A juz jestes za połowa, teraz masz juz z górki! Dasz rade, czeka na ciebie super zycie! Trzymam kciuki!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Ach, a włosy bedą rosły jak szalone, jednak na jakis czas przystopuja, zeby pozniej rosły juz normalne! Mi włosy właściwe zaczęły odrastać dopiero po 3 miesiącach od zakończonej terapii. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Pani Klaudio , jest Pani niezwykłą , cudowną i bardzo mądrą osobą, jestem przekonana , że wyzdrowieje Pani i będzie się cieszyć życiem podwójnie. Spotkamy się wtedy wspólnie z Mamą i wypijemy szampana. Na razie będę się modlić. Powodzenia ,

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s