Spełniłam kolejne marzenie!

Rok 2017 zaczęłam nietypowo – schizami, schizami i jeszcze raz SCHIZAMI. USG, w którym wykluczono powiększenie węzłów pod pachami i nad obojczykiem mi nie wystarczało. Od tygodnia czułam kłucie w tych miejscach, miałam zgrubienia i w ogóle już spisywałam testament, no bo po co moja głowa ma normalnie, zdrowo funkcjonować, jak mogę wymyślać sobie kolejne objawy i się tym zamartwiać. W związku z tym wyruszyłyśmy w poniedziałek z mamą na konsultację do Warszawy do lekarza, którego poznałyśmy wcześniej i od razu wzbudził ogromne zaufanie i widać było, że ma ogromne doświadczenie i dokształca się na bieżąco.

Lekarz dokładnie mnie zbadał i szybko przestałam mieć schizy. Bardzo mnie uspokoił. Powiedział, żebym każdy etap zostawiała w przeszłości, żeby nie zastanawiać się „dlaczego akurat mnie to spotkało” itp. już nawet nie mówił o samej diagnozie, ale też o moim pobycie w szpitalu chociażby – nawet takie „świeże” sprawy mam zostawiać za niewidzialnym szlabanem, żeby nie wpływały na teraźniejszość i przyszłość, to wszystko po to, żeby z jak największym spokojem podejść do kolejnych etapów leczenia. Dużo w tym racji, no ale jak ze wszystkim w takich sytuacjach – łatwo mówić, trudno zrobić – co nie znaczy, że trzeba się poddać. Mimo tego, że jestem na końcówce (mam nadzieję) całego leczenia, to będę próbować opanować swoją jakże kreatywną jeśli chodzi o wymyślanie objawów głowę :D.

Poza pogadanką o psychice pacjentów, po sprawdzeniu wyników krwi i zebraniu wywiadu dostałam zielone światło na zwiększenie troszkę aktywności fizycznej. Wcześniej nic poza krótkimi spacerkami nie robiłam, bo zwyczajnie nie miałam na to siły, ale teraz, ponieważ organizm się zregenerował dzięki przerwie – mogę troszkę poćwiczyć. Oczywiście nie będę od razu pędziła na siłownię i wyciskała milion kg. Pan doktor polecił bardzo nordic walking, dlatego kupuję kijki i do roboty.

W weekend udało mi się w końcu iść na spacer – nie byle jaki – w zaśnieżonym lesie! Marzył mi się taki już od początku grudnia, chociaż wtedy poza tym, że nie miałam siły się ruszyć z łóżka, to jeszcze nie było śniegu. Styczeń pozytywnie mnie zaskoczył pogodą i tym, że mam dużo więcej siły – na tyle więcej, że łaziłam po tym lesie godzinę. Co prawda po powrocie do domu jak się położyłam na kanapie to nie mogłam się już ruszyć, haha ;).

image1 (2).JPG
tyle radochy potrafi dać spacer w lesie!

Muszę się jeszcze Wam do czegoś przyznać. Wiem, że pisałam, że 16 stycznia ostatnia chemia, ale to takie bardzo nieoficjalne. Może być tak, że ze względu na przerwę przez infekcję będę musiała mieć jeszcze kilka wlewów, to nic pewnego. Mam wielką nadzieję na to, że skończy się na tej chemii 16.01, ale patrzę też realistycznie; ale szczerze? Wszystko mi jedno. Byle wyzdrowieć. Już tyle tych chemii dostałam, że dodatkowe 2 czy 4 wlewy nie zrobią mi różnicy. Znowu pewnie będę wymiotować i będę zmęczona, ale trudno. Wolę to, niż pluć sobie potem w brodę, jak będzie coś nie tak. Lekarze ustalają ilość chemii na konsylium, ale nie wiem kiedy dokładnie, dlatego 16.01 mogę nie wiedzieć jeszcze czy to ostatnia chemia czy nie. Komuś trzeba zaufać, a w tym wypadku to będzie klinika na VI piętrze w Centrum Onkologii ;). Póki co wersja jest, że 16.01 żegnam się z oddziałem dziennym chemioterapii i koniec! 😀


Chciałabym jeszcze baaardzo podziękować za ogromne zainteresowanie poprzednim postem! Czytam każdy komentarz tu, na facebooku, na instagramie i jest mi bardzo miło! Piszę to, ponieważ nie odpisuję na wszystkie komentarze, a nie chcę, żebyście pomyśleli, że nie czytam, albo że Was olewam! Przypominam jednocześnie o tym, że możecie do mnie też pisać poprzez formularz kontaktowy.

Bardzo dziękuję jeszcze raz, taka masa miłych wiadomości tylko mnie napędza do działania 🙂

6 myśli na temat “Spełniłam kolejne marzenie!”

  1. Zdaję sobie sprawę z idiotycznego wydźwięku tego pytania i od razu przepraszam, jeżeli jakkolwiek Cię ono urazi, wiedz, że nie to mam na celu. Chciałam zapytać co Ty, jako osoba mająca takie doświadczenie, sądzisz o czarnym humorze, szczególnie odnoszącym się do chorób tak poważnych, jak nowotwór właśnie? Masz do tego dystans czy czujesz raczej niesmak i odrazę? Spędziłam trochę czasu na oddziałach onkologicznych z bliską mojemu sercu osobą i przyznam szczerze, że jak słyszę debilne teksty w stylu „dostałem raka czytając to” itp itd, na które ostatnio panuje jakaś dziwna moda, to mnie ku_wica bierze. Pozdrawiam i życzę Ci wszystkiego, co najlepsze …

    Polubienie

    1. w życiu nie pomyślałabym, żeby to pytanie mogło być idiotyczne, wręcz przeciwnie – to bardzo dobre pytanie 😀 Szczerze mówiąc, sama bardzo lubię czarny humor i sama często się nim posługuję, nawet teraz. Mam ogromny dystans do choroby i do siebie i żartuję sama z siebie i właśnie z choroby, ale myślę, że jakby ktoś inny to zrobił, w sensie chciał zażartować z mojej choroby to już nie byłoby mi tak wesoło. Nie mam tak naprawdę nic przeciwko chyba (albo jest mi to obojętne) takim tekstom, jak te, które napisałaś, jedyne co sobie myślę jak ktoś tak pisze, to to, żeby tylko nie wywołał wilka z lasu. Myślę, że w oczach osoby, która jest obok tej choroby, a nie osoba chora, tak jak Ty, to ma inny wydźwięk też, bo Ty widziałaś cierpienie, czułaś bezradność i nie dziwi mnie to zupełnie, że Cię takie teksty denerwują, bo Ty przeżywałaś to głównie psychicznie. Ten mój dystans do choroby i żartowanie z niej to taki mechanizm obronny, ale jak wyzdrowieję, nie sądzę, żebym dalej sobie z tego żartowała, za dużo bólu się za tym kryje. Dziękuję i pozdrawiam! 🙂

      Polubienie

      1. Ano właśnie, może w tym tkwi cały urok tego typu śmieszkowania, wszystko jest zabawne, dopóki nas to w pewien sposób nie dotknie osobiście. Jestem pewna, że niemal wszyscy wychodzimy z założenia „komu, jak komu, ale mi to się na pewno nie przytrafi”. Gówno prawda. Życie bywa bardzo przewrotne i to, z czego wczoraj się śmialiśmy, jutro może stać się naszą codziennością. Choroba zmienia system wartości, uczy pokory. I osobiście życzę tej pokory wszystkim tym, których życie nie postawiło w obliczu podobnych wyzwań, światopogląd zmienia się nagle o 180 stopni.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Tak! Z takim założeniem żyją wszyscy i pamiętam nawet, że gdzieś czytałam, że to jest jakoś udowodnione! Jakimś fachowym psychologicznym słownictwem to jest nawet nazwane, ale niestety nie pamiętam.
        Dokładnie po to też założyłam tego bloga, żeby ludzie może nauczyli się tego co ja przez chorobę, nie mając z nią styczności

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s