Czego oczekuje osoba chora od bliskich?

Przeczytałam przed chwilą książkę ks. Jana Kaczkowskiego pt. ”Życie na pełnej petardzie”. Na początku wszystko ładnie, pięknie, ciekawa książka i w ogóle, lubię kontrowersyjne tematy, a w tej książce są takie poruszone. Jednak jakoś dziwnie się czuję po jej przeczytaniu. Naszło mnie na jakąś taką refleksję znowu.

Nie ma recepty na to, jak się zachować kiedy dowiadujesz się, że ktoś bliski Tobie choruje, no po prostu nie ma. Jest kilka zachowań, które ludzie wtedy przejawiają:

  1. „O mój Boże, pisz jakbyś czegoś potrzebowała” – głównie mówią tak, bo tak wypada, czy coś, a i tak wszyscy wiemy jak to się kończy – nie zadzwonisz do takiej osoby w nocy o północy, że coś się dzieje.
  2.  Ninja – ludzie boją się kontaktu z osobami chorymi niejednokrotnie, boją się, że powiedzą coś złego, coś co mogłoby urazić, więc usuwają się w cień i wolą przeczekać.
  3. Ludzie, którzy faktycznie się przejmują – na ostatniej pozycji, bo jest ich najmniej. Najczęściej są to najbliżsi, którym na prawdę zależy, żeby pomóc jakkolwiek.

Żadna z tych cech to nic złego – jak powiedziałam, nie ma recepty, to odruchy bezwarunkowe, nie powinniśmy przez to kogoś znienawidzić, że się do nas nie odzywa bo jesteśmy chorzy, owszem to trochę przykre, ale nikt nie jest przygotowywany na takie wieści.

No dobra, to wracając do tematu – czego chora osoba oczekuje?

UWAGA, BANAŁ – ROZMOWY
Oczywiście nie tylko. Mówię tu teraz w 100% o sobie jak to u mnie wygląda.

Nie chodzi tu o rozmowę o niczym. Często ludzie myślą, że jak będą odwracać na siłę uwagę od jakiegoś tematu, to pomoże. Nic bardziej mylnego. Czasami owszem, przydaje się coś takiego, ale na pewno nie w momencie, kiedy sygnalizujesz, że coś się dzieje, a dana osoba próbuje zmienić temat. To bardzo lekceważące i odpychające.

To nie jest łatwe sprostać takiej rozmowie, ale czasami nawet lepiej jest powiedzieć coś szczerze, niż bezsensu mydlić oczy i lać wodę.

Ja często potrzebuję się wygadać, ale komuś komu ufam. Ciężko jest np. rozmawiać z psychologiem niejednokrotnie. Nie ma tej więzi i to jest inna rozmowa, często bardzo wartościowa, ale jednak to nie jest to samo. Najlepiej jest rozmawiać z kimś kogo dobrze znasz, komu ufasz i kto jest w miarę silny psychicznie. Ciężko znaleźć taką osobę, naprawdę. Dlatego na takie gadanie o byle czym przydają się osoby z grupy pierwszej, którą wymieniłam powyżej – no ale to tak na krótką metę działa trochę.

Czasami choremu też ciężko jest zwrócić samemu się o pomoc, zadzwonić czy napisać smsa „Słuchaj potrzebuję Cię”. Najczęściej próbujemy poradzić sobie sami z problemem, nie wiem, włącza się jakiś syndrom bohatera „No jak to JA nie dam rady”, dlatego tak ważne jest, żeby obserwować chorego, żeby nie odpuszczać. Oczywiście, czasami trzeba odpuścić – przegięcie w którąkolwiek stronę może być złe, należy znaleźć jakiś złoty środek, to ciężka praca zarówno dla chorego jak i bliskiego.

Pamiętajcie też, że jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś związanego z chemią – zapytajcie najpierw czy możecie poruszyć ten temat. Ja przez kilka dni po chemii mam cały czas odruch wymiotny, jak sobie pomyślę o tych kroplówach, a co dopiero jak ktoś zaczyna się dopytywać o szczegóły. Czasami się zmuszam do rozmowy o tym, bo zdarza się, że to pomaga, ale to jest bardzo indywidualne.

Rozmowa z chorym to nie tylko „wysiłek” dla bliskiego, to wymaga pracy z obu stron, nie od razu przychodzi moment, że coś kliknie i uda się super pomocna rozmowa, dlatego tak ważne jest, żeby nie poddawać się po pierwszych kilku rozmowach. Nie chodzi też o to, żeby uważać na każde wypowiedziane słowo, nie, nawet w normalnej rozmowie tak nie robimy, więc po co kombinować, układać sobie w głowie co by tu powiedzieć, trzeba dać ponieść się emocjom, to ma być w miarę możliwości naturalne, żeby chory nie czuł się jak na rozmowie u psychologa.

Ja w pewnym momencie choroby bardziej przejmowałam się tym, co bliscy sobie myślą, jak się czują z tym, że są po prostu bezradni, no bo nie ukrywajmy – medycyna i wola Boga, to wszystko, nic więcej nikt nie zrobi, choćby bardzo chciał. Z biegiem czasu zauważałam, że jednak inni radzą sobie świetnie (pomijam rodziców, bo to zupełnie inny temat), więc zaczęłam się skupiać bardziej na sobie.

Mimo tego, że jest wokół Ciebie masa ludzi to i tak zostajesz z chorobą sam na sam. Nikt nie wejdzie Ci do głowy i nie wywali dziwnych myśli, jakichś schiz i nie sprawi, że zaśniesz. Dlatego właśnie potrzebna jest rozmowa – jak się wygadasz i posłuchasz co ma druga osoba do powiedzenia, nawet jeśli to wpadnie jednym uchem, a wypadnie drugim to i tak dochodzi do momentu kiedy stwierdzasz „dobra, wygadałam swoje lamenty, idę spać”. Dlatego błagam, jeśli zależy Tobie na dobrym samopoczuciu drugiej osoby i chcesz jakkolwiek pomóc – wysłuchaj, nawet jeśli walczysz sam/sama ze sobą, nie chce Ci się słuchać po raz kolejny tego, że Twój bliski boi się wyników badań, że ma znowu jakieś loty, że na pewno idzie coś nie tak, WYSŁUCHAJ. To dla Ciebie tak niewiele, a dla nas – chorych coś zbawiennego. Nie musisz mówić „będzie dobrze”, możesz powiedzieć to, co myślisz, szczerze, wprost, potrzeba nam konkretów! Przywołam pewną sytuację jak bardzo konkretne podejście jest ważne:
Kiedyś biegłam do samochodu koleżanki – weterynarza z psem na rękach, bo jak zwykle mój pies pożarł kilogram kiełbasy, twardy brzuch, piski no i panika oczywiście z mojej strony. Przed samochodem był strasznie oblodzony chodnik no i oczywiście się wywaliłam, centralnie spadłam na tyłek, chyba wszystkie mięśnie oddechowe mi się zablokowały, nie mogłam oddychać, panika panika panika! Na co moja koleżanka, zamiast pogłaskać po głowie i powiedzieć, że będzie dobrze krzyknęła na mnie, żebym wzięła się w garść. Zupełnie nie spodziewałam się takiej reakcji z jej strony, no ja tu się duszę a ona na mnie krzyczy. I wiecie co? To było najlepsze co mogła zrobić, tak mnie wmurowało, tak mi podskoczyła adrenalina, że od razu mi było lepiej. Wiem, dziwny przykład i taki trochę z nikąd, ale może ktoś z was ogarnie o co mi chodzi (spoko, czasami sama nie ogarniam o co mi chodzi, dlatego podziwiam, jeśli ktoś z was tak, haha). Nie mówię też oczywiście, żeby zaraz krzyczeć na chorego jak ma chwilę zwątpienia, chodzi mi po prostu o konkrety, a nie jakieś… pitu pitu.

Dlatego teraz m.in. nie śpię tylko piszę tego posta, bo po prostu tego potrzebuję, potrzebuję się wygadać, a od kiedy mam tego bloga to jakoś czuję, że tu mogę to właśnie zrobić. Nie chcę mamie, tacie, bratu, chłopakowi, przyjaciółce zaprzątać myśli, bo śpią albo próbują zasnąć. Gdyby nie ten blog to pewnie bym im truła tyłki… 😀

Nie do końca chodzi też o spotkania same w sobie – niejednokrotnie odwiedziny są bardzo męczące. Niby nic, bo przecież możesz się położyć na kanapie i rozmawiać, ale ja np. mam czasami tak, że wolę poleżeć, popatrzeć sobie na sufit i tyle. Niektóre osoby mają magiczny wpływ na mnie i po prostu bycie obok wystarcza, nie wiem jakim cudem, ale tak jest, ta osoba wie o kim mówię 😉 , ale najczęściej niestety odwiedziny są dosyć męczące. Dlatego to, że ktoś bliski jest chory, nie oznacza, żebyście pchali się w każdym możliwym momencie do odwiedzin. Oczywiście bardzo miło jest, jak ktoś się pyta, czy może wpaść, pogadać, podrzucić coś do jedzenia, ale jeśli dana osoba odmówi – nie obrażajcie się, nie rezygnujcie też z następnej propozycji spotkania.

Nie jest łatwo BYĆ dla osoby chorej, sama to widzę po swoim zachowaniu. Czasami jestem tak niemiła dla rodziców, dla bliskich, że dziwię się, że jeszcze nie wziął nikt żeliwnej patelni i nie walnął mi mocno nią w łeb, no ale chyba jakaś taryfa ulgowa mi się dostała, bo inaczej tego wytłumaczyć nie jestem w stanie. Dlatego kolejną rzeczą jakiej potrzebuje osoba chora jest CIERPLIWOŚĆ. Maaaaaasa cierpliwości. Czasami mam serio okropne humorki, OKROPNE! Dlatego chapeau bas dla wszystkich, którzy to wytrzymują. Mam do tego prawo, przypomnijcie sobie jak dopada was np grypa… no czy nie chcielibyście czasami po prostu zmiażdżyć rękami wszystkiego co Wam się napatoczy? Jacy jesteście wkurzeni, że leci wam z nosa, jak z kranu, że za gorąco, że za zimno. No właśnie, to chemioterapia jest taka, razy milion. Nieraz jak miałam problemy z bólami żołądka najlepiej pomagał po prostu krzyk. Na szczęście to przechodzi w końcu, ale czasami chcąc, nie chcąc robi się z kogoś worek treningowy, płacz, krzyk i tak na zmianę albo wszystko na raz. Taka osoba musi to wytrzymać, jakoś, czasami przechodzi po sekundzie, czasami po godzinach, ale przechodzi. Jest potem takie głupie uczucie „Boże, co ja powiedziałam, byłam taka niemiła i wredna” no ale czasu nie cofniesz, to nie jest zależne od nas, chorych, naprawdę. To po prostu pomaga. Dużą cenę się za to płaci, ale to często okres przejściowy i warto się na to przygotować.

Nie ma słów, czy czynów, które mogłyby zrekompensować bliskim te wszystkie zachowania w czasie choroby, nie ma. To jest wpisane w nasze życie trochę, wiecie? To taka trochę hardcorowa szkoła tego życia. Zarówno dla osoby chorej jak i osób jej bliskich. To się zwala z pieca na łeb, zderzenie z inną rzeczywistością, ale dzięki temu inaczej się wszystko później postrzega. Zupełnie inaczej. Moje życie właściwie zmieniło się o 180 stopni. Pisałam Wam w poprzednim poście o czym teraz marzę. Przed chorobą moje marzenia były tak płytkie, że nawet nie będę ich przywoływać, bo będzie mi wstyd. Przewartościowało mi się praktycznie wszystko, kompletnie inne podejście mam do właściwie każdej kwestii teraz. O tym mogłabym chyba napisać książkę grubości V tomów Anatomii Bochenka, ale zostawię to na kolejne posty i wywody.

Teraz już się wygadałam do komputera i rano dodam tego posta, trochę mi lepiej na duszy.


Posty miały być co środę i niedzielę, ale po tym co widzę, co się dzieje po umieszczeniu nowego posta, ile wiadomości dostaję, ile pozytywnych komentarzy, nie mogę tak tego zostawić i pisać tak rzadko. Nie będę już ustalać kiedy dokładnie dodam kolejnego posta, po prostu będę pisać kiedy tylko będę mogła.

Tak pozytywnie mnie nastawiliście, na prawdę, masa dobrej energii mimo tego, że chwilę po dodaniu posta dowiedziałam się, że przenoszą mnie na inny oddział, który teoretycznie jest trochę bardziej odizolowany, ze względu na to, że leżą tam chorzy po przeszczepach itp., ale jak zaczęłam czytać komentarze i wiadomości od Was… tak mnie to podniosło na duchu!

Na szczęście przed chwilą wyjaśniło się – WYCHODZĘ!!! Wyniki krwi wyszły dobre, RTG wyszło pięknie, udało się! Tylko teraz, żebym z tego podekscytowania gorączki jakiejś dziwnej nie dostała, haha! Jejku tak się cieszę!

Nie sądziłam, że aż tak to, co piszę może mieć wpływ na obcych mi ludzi i vice versa! Tyle dobrej energii dawno nie dostałam, pewnie się powtarzam, no ale aż ręce mi się trzęsą i jestem w takim szoku. Jest mi niesamowicie miło. Dzięki temu na pewno moje posty będą bardziej optymistyczne będziemy się pozytywnie nakręcać nawzajem.

15 thoughts on “Czego oczekuje osoba chora od bliskich?”

  1. Bardzo mi miło, że w jakimś mniejszym bądź większym wymiarze przyczyniłem się do wyboru książki Ks. Jana. Swoją drogą bardzo jej nie lubię bo zbyt szybko się ją czyta i bum koniec. Powiem szczerze. Nie jestem osobą empatyczną, a szczególnie jak się nie znamy. Z Tobą jest inaczej poczułem sympatię do Ciebie i namiętnie czytam twoje wpisy tutaj na blogu czy na fb czy na insta. I też bardzo się cieszę, że święta spędzisz w domu. Ta wiadomość co jak co ale zrobiła mi dzień.
    Życzę Ci wszystkiego dobrego, zdrowia i jeszcze raz Wesołych Świąt (poprzednie na insta jak polecałem książki). Trzymaj się. 😉
    PS. (Dziwnie się to post scriptum pisze elektronicznie): Spoko bardzo zrozumiały przykład z koleżanką 😀

    Polubienie

  2. Przeczytałam z dużą uwagą posta. Ciekawiło mnie to, ponieważ u mnie jest zupełnie inaczej. Chory ojciec (którego Tobie przedstawiłam we wcześniejszych komentarzach) zupełnie się w sobie zamknął. Wyjaśnił nam i znajomym, że mu jest lepiej samemu., nie poruszając zupełnie żadnego tematu związanego z leczeniem, chorobą, ba, nawet tym „mydleniem oczu” jak to ładnie nazwałaś. Osobiście jestem tego samego zdania jak ty, sama nawet mam chęć pomocy, jednak pozostaje mi jedno pytanie: Czy zatruwać się ogromną troską o człowieka, który zupełnie jej nie chce? Takie pytanie sobie często stawiam. Po Twoim tekście skłoniło mnie to do jeszcze większych refleksji na ten temat…
    Panna K.

    Polubienie

    1. Ciężko powiedzieć, wiesz, nie można oczywiście nic na siłę, ale wydaje mi się, że od czasu do czasu warto spróbować podejść i pomóc, a może akurat trafi się, że się złamie i będzie chciał porozmawiać…

      Polubienie

  3. Czytając to tez zrozumiałam jak płytkie sa moje dotychczasowe marzenia. Jestes w stanie zmieniać ludzi i swiat, dlatego uważam, ze naprawde wszystko bedzie dobrze i nie chodzi mi tutaj o jakies pitu pitu…. zycze wesołych swiat, czerp z nich jak najwiecej energii (i pożywienia), bo dla mnie to równie ważny okres w roku 😘

    Polubione przez 1 osoba

  4. Niesamowicie się ucieszyłam, ze święta spędziłaś w domu z bliskimi. To najpiękniejszy czas w roku i super, że mogłaś w pełni chłonąć bożonarodzeniową moc! A tak nawiązując do tego posta to na pewno masz rację, że co by się nie działo trzeba próbować aż do skutku, żeby otwarcie rozmawiać z chorym. Wsparcie od serdecznych i troskliwych ludzi jest ogromną siłą i mam nadzieję, że właśnie tacy będą teraz przy Tobie!
    Serdeczne pozdrowienia przesyłam z Poznania!

    Polubione przez 1 osoba

  5. Cześć,
    Weszłam na Twojego bloga przypadkiem i bardzo się cieszę, ponieważ akurat bardzo tego potrzebowałam. Pomogłaś chociaż trochę zrozumieć jak czuje się moja mama. I z okazji tego, że tu jestem chciałabym w imieniu bliskich bardzo przeprosić, że czasami jesteśmy tak durnie ślepi na Wasze cierpienia, że czasami zapominamy albo chcielibyśmy zapomnieć…., że czasami też się unosimy i krzyczymy i denerwujemy i mówimy rzeczy, których bardzo żałujemy. Musicie jednak pamiętać jak ciężko jest też Nam, kiedy musimy żyć normalnie, chodzić na uczelnię, pracować i zdawać głupie egzaminy i słuchać głupich koleżanek o i ich głupich wakacjach. I słuchać o tych wszystkich przykrych rzeczach które Was spotkały w szpitalu i się nie załamywać nawet na chwilę, żebyście tylko nie zauważyli. Pocieszać Was kiedy płaczecie i rozweselać kiedy macie gorszy dzień. I wymyślać na co tylko byście mieli ochotę, żebyście chociaż trochę zjedli… Najgorszy i tak jest strach, za każdym razem kiedy boli Was trochę bardziej niż zwykle lub jak tylko wrócicie ze szpitala, że może coś się pogorszyło, że znowu coś nie tak. I nie mieć żadnego wsparcia… bo przecież każdy ma własne życie (nawet rodzina) i jedyne co możesz usłyszeć to chwilę bezmyślnego pocieszenia, które nigdy nie daje ulgi, bo żadna osoba nawet przez chwilę nie chce poczuć się jak Ty.

    Polubienie

    1. Cześć, cieszę się, że pomogłam Ci zrozumieć uczucia Twojej mamy. Wszystko co piszesz jest w 100% prawdą, lepiej sama bym tego nie napisała gdybym była na Twoim miejscu.
      Życzę zdrowia i masy cierpliwości.

      Polubienie

    2. W odpowiedzi na Twoje komentarze i bloga, wysłaliśmy do Ciebie wiadomość na maila, którego podałaś w formularzu przy pisaniu komentarza. W razie, gdyby wiadomość nie dotarła, daj mi znać, pozdrawiam. 🙂

      Polubienie

  6. Bardzo trafne spostrzezenia. Ja czesto w okresie „chemicznym” , ale nie tylko, bylam wredna i zolzowata zwlaszcza dla mojego Meza. Na nasze zle humory najbardziej narazeni sa najblizsi bo po prostu sa najblizej… Nie raz doslownie sekunde po tym jak wykrzyczalam kolejne raniace slowa zastanawialam sie – to naprawde ja? ta mila grzeczna uczynna pomocna cicha niesmiala osoba, ktora bylam PRZED? Nie poznawalam samej siebie. Co mi pomoglo? Znalezione gdzies slowa: Wszystko jest po cos. + Dostajesz tyle ile mozesz udzwignac. I to dotyczy obu stron. Co mi jeszcze pomoglo? Ze ludzie traktowali mnie normalnie, ze RAK nie byl jedynym i dominujacym tematem rozmowy, ze robilam rzeczy, ktore sprawialy mi przyjemnosc, kiedys po odwiedzinach PP (prawdziwych przyjaciol) uswiadomilam sobie, ze wogle tego dnia nie rozmawialismy o chorobie. Taka reflaksja, ze oprocz mnie (pepka swiata) i mojej choroby (najwazniejszej rzeczy na Kuli ziemskiej) sa jeszcze inni ludzie, zwierzeta, sprawy, natura to chyba tez kolejny krok w strone zdrowienia.
    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s