Nudności i wymioty

Pierwsze co pomyśli zwykły śmiertelnik, kiedy usłyszy słowo chemioterapia – wymioty. No i tak naprawdę, nie myli się. Sama pamiętam jak na pierwszej chemii siedziałam z zegarkiem i czekałam na moment kiedy zacznę wymiotować. Siedziałam przez całe 3 godziny i spisywałam na telefonie notatkę:

„13:45, chemia leci od 20 minut, nie jest mi niedobrze” itd. Masakra, byłam tym strasznie przerażona. Okazało się zupełnie inaczej – w czasie pierwszej chemii i po niej, nie było mi w ogóle niedobrze. Co więcej, po chemii pojechałam od razu na steka, haha. Kolejne chemie tez przebiegały nieźle, nie wymiotowałam, było mi niedobrze, ale znośnie. W pewnym momencie coś pękło i chyba była to moja psychika.

Od jakiegoś 3 cyklu chemii zaczęło mi być niedobrze przy podawaniu Zofranu, potem już nawet przy płukaniu portu solą fizjologiczną. To w 100% wina psychiki, ale jest to coś tak nie do opanowania dla mnie, że niestety ja nie mogę z tym nic zrobić.

Pani Doktor, która mnie prowadzi zaproponowała mi premedykację – dostaję Paracetamol, Hydrokortyzon i Clemastin. Premedykacje podaje się pacjentom głównie przed operacjami, ale dla mnie pani Doktor zrobiła wyjątek, bo naprawdę słabo znoszę chemię. Clemastin chociażby, jest lekko usypiający, dlatego zazwyczaj w czasie chemii śpię przynajmniej godzinkę.

Nie proście lekarza o profilaktyczne podanie premedykacji – pamiętajcie, że im więcej leków tym bardziej wasza wątroba cierpi, a i tak ma już dużo do roboty z chemią. Jeśli faktycznie nie dajecie sobie rady, tak jak ja (naprawdę, w pewnym momencie myślałam, że nie dojdę do drzwi wyjściowych bez omdlenia), wtedy zaproponujcie coś takiego lekarzowi. Jak to moja mama powtarza: „W ryj ci nikt nie da” za takie pytanie :D.

Każdy pacjent przed podaniem kroplówek z chemią powinien mieć podany lek przeciwwymiotny – Zofran, mówię, że powinien, bo wiem, że w pewnych ośrodkach lek ten nie jest podawany, co mnie kompletnie szokuje, bo należy się jak psu buda. Pamiętajcie – jeśli macie kogoś bliskiego lub sami jesteście w trakcie chemii, zwróćcie uwagę lekarzowi, że chcecie dostać lek przeciwwymiotny, albo po prostu się upewnijcie. A na następne dni poproście o receptę na ten lek.

Zofran przed chemią jest podawany w formie roztworu dożylnie. Jeśli chodzi o Zofran, który jest dostępny poza szpitalem dla pacjentów – jest w formie tabletek.

Innym lekiem przeciwwymiotnym, który tez wypróbowałam na własnej skórze jest Emend. Są to 3 tabletki, pierwszą bierze się przed chemią, a następne w kolejnych dwóch dniach. Lek ten nie wchodzi w interakcję z Zofranem podawanym dożylnie. Na niektórych działa świetnie, na mnie jednak zadziałał bardzo źle. Nie zwalczył niestety mdłości, a w kolejnych dniach czułam się fatalnie, miałam jeszcze większe mdłości, byłam bardzo osłabiona, do tego stopnia, że zasłabłam w łazience. Never again.

Pamiętajcie, że to, że u mnie wystąpiły takie skutki uboczne, nie oznacza, ze u każdego wystąpią.

Kolejnym lekiem jest Atossa – działała na mnie jakieś 20 minut, bez fajerwerków raczej.

Prostym rozwiązaniem na mdłości po chemii okazał się stary dobry Aviomarin :). Lekko przymuli, to i zasnąć łatwiej. To akurat polecam ;).

Często przydaje się klasycznie – herbata miętowa. Najlepiej z takiej domowej ususzonej mięty, taka jest najzdrowsza i najbardziej aromatyczna. Zapach jest bardzo ważny, bo przez chemioterapię robi się taki bałagan ze smakami i zapachami, że to głowa mała. Kiedyś mama zrobiła mi skrzydełka które ubóstwiałam przed chemią, no naprawdę, te skrzydełka mogłam jeść kilogramami, a przez chemię jak poczułam ich zapach w domu to myślałam, że od razu mi się cofnie. Wtedy właśnie zbawienna była herbata miętowa. Pomijam fakt, że uwielbiam ją pić, bo mi smakuje, ale jej zapach bardzo szybko „zabił” zapach skrzydełek i przyniósł mi dużą ulgę.

Także smażone i tłuste potrawy często powodują duże mdłości, nie polecam ich szczególnie przed lub w trakcie chemii.

Kiedy są duże mdłości automatycznie siada apetyt – wtedy ja najbardziej lubię zjeść zupę krem jakąś, bardzo polecam porowo-ziemniaczaną, konkretna, sycąca, ale jednocześnie dobrze się je. Pamiętajcie, że w czasie chemii dostaje się już dużo syfu do przetworzenia dla wątroby, lepiej nie dodawać do pieca i starać się używać w miarę możliwości sprawdzonych i naturalnych produktów. Wystarczy chociażby zacząć od tego, że bulionu do zupy broń Boże nie robić z gotowej kostki, tylko gotować na delikatnym mięsie typu cielęcina albo po prostu na warzywach. Oczywiście zdążają się smaczki typu mój sławny kurczak z KFC, ale są to sporadyczne wyskoki, zdarza się. Będzie oddzielny post dotyczący apetytu. Tam może uda mi się wrzucić kilka przepisów jakichś ciekawych potraw, które robi mi mama i które mi pomagają, postaram się też napisać parę słów o jedzeniu „must have” i „musn’t”.

Na mnie większość leków przeciwwymiotnych nie działa niestety, głównie dlatego, że u mnie problem siedzi w psychice – a na to nie działają te leki. Leki przeciwwymiotne działają np. na receptory znajdujące się w żołądku. Chodzi o to, że leki podawane w czasie chemioterapii są dla naszego organizmu nie ukrywajmy – trucizną. Z resztą nie tylko leki podawane w czasie chemioterapii, leki ogólnie to nie jest coś naturalnego dla naszego organizmu, więc chcemy się ich jakkolwiek pozbyć – m.in. poprzez wymioty. Jedna chemioterapia jest bardziej, a druga mniej emetogenna (powodująca nudności i wymioty), no ale jak już pisałam wcześniej – dochodzi jeszcze czynnik psychiczny.

Bardzo dużo osób na samo słowo „chemia” ma mdłości, ja niestety należę do takich osób. Nawet pisząc tego, czy poprzedniego posta trochę mi niedobrze. Pani Psycholog, która mi towarzyszy w tej „podróży” prowadzi ze mną ćwiczenia relaksacyjne – ciężko czasami się skupić, ale jak już się uda to trochę działa.

W czasie chemii, tak jak pisałam w poprzednim poście, lubię jeść wafle ryżowe. Niestety głównie po to, żeby mieć czym wymiotować, nie oszukujmy się – żołądek to nie jest studnia bez dna z zapasem rzeczy do wyrzygania na cały rok… Poza waflami – piję coś gazowanego, wodę albo colę. Zazwyczaj daje to ulgę i mam wrażenie, jakby mechanicznie blokowało to wymioty.

W przewodnikach, które można dostać na oddziałach w centrum onkologii jest także napisane, że spacery na świeżym powietrzu pomagają z nudnościami. Ja osobiście nie odczułam jakiejś znaczącej poprawy, ale też nie zawsze miałam siłę na spacery. Każdy z tych sposobów na radzenie sobie z mdłościami jest indywidualny, ale zawsze warto próbować.

9 myśli na temat “Nudności i wymioty”

  1. Hey. Podziwiam Cię, naprawdę Cię podziwiam. Za walkę. Za dystans do siebie. Za odwagę. Za pogodę ducha. I poprostu za to jaką osobą jesteś i jak radzisz sobie w tej sytuacji. Jesteś cudowna.

    Sama ostatnio nie czuję się najlepiej, ale najzwyczajniej w świecie boję się pójść do lekarza. 🙂

    Trzymam za Ciebie kciuki, jesteś wielka.

    😘😘😘

    Polubienie

  2. Trafiłam na Twoj blog na pewno nie przypadkiem .Mam diagnozę raka piersi chyba jak u każdego spada taka diagnoza jak grom z jasnego nieba ,leczenie zaczynam chemią,później operacja i radioterapia .Mam metalik w głowie i haos straszny .Dziękuję za wpis i dobrze że tu trafiłam .Na pewno bede wszystko czytać …..

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s